środa, 10 sierpnia 2016

Poradnik mordy skacowanej: Śniadanie miszcza.

  Deszcz stukałby głośno o parapet, gdyby był metalowym parapetem. Nie jest, to nie słyszę czy stuka, czy nie stuka, przeto mogę muzyki posłuchać. Takiej (klik).
(Photo credit: Kernel Sanders via Foter.com / CC BY-SA)
  Blogosfera przyprawia (hehe, w temacie trochę) mnie o masę inspiracji. Tym razem było podobnie, ale nie chce mi się dwa razy pisać o co chodzi, więc wytłumaczenie jest tu (klik).

  Eksperci i nie tylko eksperci trują ludziom dupy, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Na kacu też. Na kacu to nawet posiłek kluczowy, a zarazem ryzykowny, bo nie wiadomo czy się przyjmie. Sam rzadko jestem w stanie na kacu jeść, więc nawet nie próbuję się katować. Ale jak Ty możesz, to ja Cię nauczę jak odpierdolić śniadanie miszcza Kaca.

  Poranek, pobudka, mało przyjemne rzeczy, to trzeba sobie przyjemność zrobić samemu, bo matka Ci gotować całe życie nie będzie. Wstajesz, robisz to, co codziennie rano - przykładowo idziesz się wyszczać (jak ja), myjesz rączki (jak ja), możesz umyć zęby (jak nie ja, bo ja myję dopiero po śniadaniu), zakładasz soczewki (jak ja), idziesz się ubrać (jak ja) no i czujesz głód (jak i ja). To idź do kuchni. Zerknij, czy w lodówce (czy gdzie tam je trzymasz) są jajka, bo jajecznicę odpierdolisz sobie dziś. Fajnie gdyby były, więc jak nie ma to musisz wyjść z domu i nie mam na myśli odwiedzenia PokeStopów, choć jeśli są na Twojej drodze do sklepu (bo właśnie tam iść musisz), to nie zaszkodzi o nie zahaczyć. Jak już zerkasz do lodówki za jajkami, to sprawdź czy jest też jakaś wędlina, masło i pieczywo, choć to ostatnie, to raczej nie w lodówce.

  Dobra, mamy wszystko, to trzeba zacząć działać. Niech cuda się dziejo! A skoro żyjemy w czasach lenistwa, to będziemy robić wszystko, by robić jak najmniej.

  Jebnij, tylko ostrożnie, wszystko co kupiłeś (albo znalazłeś w lodówce) na blat, dorzuć do tego deskę do krojenia i nóż. Patelnię do razu możesz też wyjąć i jak szybko kroisz, to możesz już podgrzewać na niej trochę masła. Krój kiełbę, szynkę, czy tam boczek (jak jesteś Panem Maćkiem [albo gotujesz dla Pana Maćka], który na swoim blogu Wygrywa z Anoreksją, to tylko boczek wchodzi w grę) według uznania. Serio. Tutaj lajfhaki - jak pokroisz to w większe kawałki, to się mniej zmęczysz, bo to w końcu mniej pracy, ale jak pokroisz w małe, to będzie Ci się wydawało, że żarcia jest więcej, co w połączeniu z efektem placebo skutkuje tym, że bardziej się najesz. Pokrojone? To wpierdol to wszystko na tę patelnię, co to masło na niej grzejesz. I smaaaaaaaaaaaż dopóki się nie zarumieni. Czasem zamieszaj takim drewnianym mieszadłem. Małe wyjaśnienie: wędlina nie człowiek - rumieni się zazwyczaj na brązowo, a nie na czerwono, więc się nie zdziw. Jak lubisz cebulę i masz cebulę, to pokrój też cebulę i po jakimś czasie wpierdol ją (cebulę w sensie) do tego co tam już się smaży i trochę posól.

  W międzyczasie posmaruj masłem chleb/bułkę/pieczywo i pomyśl sobie, czy nie chcesz dodać do swojego śniadania miszcza jakiegoś konkretnego warzywa. Kompletnie nie wiem co się z jajkami dobrze łączy, a co nie, ale polecam pomidora (papryka też całkiem spoko). Z pomidorem w jajówie jest tak, że im mniej wody tym lepiej i fajnie byłoby go obrać. Najlepszym patentem jest nacięcie lekko skóry na dupie pomidora (w sensie jak jest strona z tym zielonym kikutem, to na tej drugiej) i polanie go wrzątkiem (albo moczenie we wrzątku). Jeb, jeb, jeb nożykiem i skóry nie ma. Teraz krojenie - opcja podobna jak wyżej, wielkość kawałków zależy tylko od Ciebie. Musisz jednak pamiętać o tym, że trzeba powycinać te takie nasionka ze środka razem z tym płynnym czymś, w czym nasionka pływają. Możesz to wypierdolić, możesz to zeżreć samo, a możesz to rozsmarować na pieczywie zamiast masła. Pomidory pokrojone? A wpierdol je na patelnie! Tylko na chwilę, bo jak za bardzo zmiękną to się porozpadają i nie będą takie fajne.

  Jajówka ma to do siebie, że możesz tam wpierdolić chyba wszystko co jadalne - mięso, warzywa, grzyby - a jak jesteś Panem Maćkiem z WZA albo dla niego gotujesz, to wpierdol tam masło orzechowe, będzie Pan zadowolony (tak wnioskuję po widełach na jutubach, gdzie się bardzo pochlebnie zdarzyło mu o maśle orzechowym wyrażać).

  Fajnie by było to wszystko doprawić, nie? Dorzuć trochę soli (tylko nie za dużo, bo soliłeś już przy wrzucaniu cebuli, a i później zawsze będziesz mógł soli dodać już po spróbowaniu gotowego DANIA [ochuj, jak to brzmi w kontekście jajecznicy XD]), trochę pieprzu, czyli standardowo. Ale nie robimy standardowej jajecznicy, tylko taką moją, kacową, więc zaszalej - wpierdol tam trochę ostrej papryki i oregano (zamiast oregano może być gotowa mieszanka zwana przyprawą do pizzy/spaghetti).

  Tera przygotuj jajka. Jajka są kluczowe. Nie raz się naciąłem tak, że nakroiłem sobie kiełby, smażę ją, dorzucam sobie trochę cebuli, idę do lodówki po jajka, a ich tam, kurwa, nie ma. Więc ciesz się, że kazałem Ci sprawdzić czy je masz już na początku, a nie teraz! Ja to zazwyczaj wbijam jajka najpierw do miski, ale mamy sobie oszczędzać roboty, więc pierdol to, połóż je w jakimś miejscu, z którego nie spierdolą się na podłogę. Sam uważam, że jajecznica nie byłaby jajecznicą, gdyby jajek było więcej niż dodatków - logiczne - więc dwa, góra trzy Ci wystarczą, o ile tej wędliny jest sporo.

  Rozbijanie jajek trudnym w sumie nie jest. Jak się nie chcesz pierdolić z miską, to wbijaj je bezpośrednio na patelnię. Weź jajko w łapę, uderz lekko o krawędź patelni, kciuki wsuń w to pęknięcie, odchyl je na bok wpierdalając jajko na patelnie, wpierdol skorupkę do kosza i weź do reki małą łyżeczkę. Teraz musisz powygrzebywać z jajka takie maluteńkie (albo i większe) kawałki skorupki, bo nikt nie jest takim przechujem żeby za każdym razem idealnie wbił jajko bez skorupek. Wygrzebane? To wpierdalaj drugie jajko - powtórz wszystkie czynności. Masz trzecie? To dawaj trzecie! I znów to samo. Ogarnięte? To mieszaj to teraz tym mieszadłem drewnianym. Mieszając staraj się, by cała ta mieszanina nie wylewała się za krawędzie patelni, bo sprzątać będzie trzeba, a my staramy się robić wszystko, by robić możliwie najmniej.

  Konsystencja zależy tylko od Ciebie - jak lubisz rzadką jajówkę, to weź długo jej nie grzej. Jak lubisz mocno ściętą, to logiczne, że posmażyć musisz ją dłużej.

  Gotowe? To wpierdol to wszystko na talerz, obok połóż to pieczywo posmarowane masłem, weź widelca i żryj ze smakiem. Chociaż nie. Oszczędź sobie ten talerz. W końcu miałeś robić jak najwięcej, by robić jak najmniej. Weź tę deskę do krojenia tylko przetrzyj ją jakąś szmatą, podłóż pod patelnię i żryj prosto z patelni. Tylko ostrożnie z widelcem, bo jak się powierzchnia patelni zrysuje, to już nie będzie tak fajnie. Najlepiej żreć tym drewnianym mieszadłem, bo się nie porysuje, a i mycia mniej. Smacznego, kurwa!

  Jakby co, to nie umrzecie, jak opierdolicie jajecznicę na kolację albo na obiad. Serio.

  Jak trafi tu jakiś ekspert kulinarny, to przepraszam bardzo, ale jestem kompletnym amatorem w tej kwestii i wszystko robię po swojemu, więc w sumie się takowego zdaniem nie przejmę, jak będzie chciał mnie zjebać w komentarzach.

  A co do Poradnika Mordy Skacowanej, to czasem coś pod tym szyldem wrzucę. Jak mi się będzie chciało.

  Buźka i pamiętajcie - róbcie jak najwięcej, by robić jak najmniej!

  Wincy Kaca!
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz