niedziela, 17 maja 2015

22.

(źródło zdjęcia oryginalnego: funnyordie.com)
  Gdzieś kiedyś stwierdziłem, że 2014 to był przełomowy rok w moim życiu. Powodów masa, za dużo żeby je tu wypisywać. Teraz, po pięciu i pół miesiąca 2015 stwierdzam, że każdy rok jest w jakimś sensie przełomowy. Ten na przykład będzie taki chociażby przez to, że osiągnę te 22 lata, które wspomniałem. Czemu tak? Bo liczba 22 mi się zajebiście nie podoba... Mam takie swoje fanaberie (jak kilka innych, o których można było już tu przeczytać), no i jedną z nich jest to, że nie podobają mi się niektóre liczby. 21 jest spoko, 22 z kolei wydaje mi się mega nieciekawe. Jak pomyślisz, że jestem pojebany to w sumie masz rację, bo też tak uważam. Uważam też, że każdy jest pojebany na swój sposób. I nie mów mi, że tak nie jest. Bo jest.

  Co jeszcze jest nie tak w 22? Kurwa, nie wiem. Tak podświadomie przed chwilą pod prysznicem zacząłem się lekko rozliczać co osiągnąłem przez te 22 lata. I co mi z tego wyszło? Dla Ciebie, czytelniku, pewnie niewiele. Ja zapisałem w bani masę wspomnień. Miłych bardziej, trochę mniej i tych w ogóle niezbyt miłych. Przewinęła się przez moje życie dość spora grupa ludzi, która odcisnęła na nim równie spore piętno. Każde jedno zdarzenie w jakimś tam stopniu zbudowało mój charakter, zbudowało mój światopogląd i w sumie mnie. Na tę chwilę nic bym raczej nie chciał zmienić w tym co było, bo i tak nie mam na to wpływu przecież. A nawet jakbym miał to niech wszystko zostanie takie jakim było.

  Pamiętam, że jak byłem młodszy to nie chciałem mieć przykładowo 11 lat. Bo ta liczba też mi się nie podobała. Z kolei, patrząc w przyszłość, 33 wydaje mi się całkiem spoko, ale jakoś nieśpieszno mi do tego żeby mieć te 33 lata. Co do jedenastki to czasem chętnie bym się wrócił do tamtych czasów. Bodajże czwarta klasa podstawówki, z której jedyne co pamiętam to pierwsze świadectwo bez wyróżnienia (bo w 1-3 miałem ZAWSZE, kurwa, a kolejne dopiero w szóstej i to by było na tyle) i chyba nic więcej szczególnego. Może to przez to, że byłem wtedy jeszcze dzieciakiem (którym czasem ponoć jestem do dziś), który nie czuł, że to co robi może mieć jakiś wpływ na jego późniejsze postrzeganie świata czy życia. Teraz, od niektórych rówieśników (no dobra, rówieśniczek) zdarza mi się słyszeć, że jestem zbyt dojrzały jak na swój wiek. Paradoksalnie rodzice uważają mnie za strasznie infantylnego, przerośniętego dzieciaka. I to kolejny powód, przez który chciałbym się cofnąć o te 11 lat i przeżywać wszystko tak jak wtedy. Nikt by mnie nie rozliczał za to, że jestem dziecinny. Bo mi kurwa wolno, bo kurwa jestem dzieckiem, kurwa, nie? No.

  Chciałbym powiedzieć za 11 lat, że nie uważam, że cokolwiek w mojej przyszłości chciałbym zmienić. Niech życie toczy się tak jak sobie zaplanowałem, a raczej jak sobie go nie planuję. Niech będzie dobrze. Mi i Wam wszystkim. Pięć.