poniedziałek, 1 maja 2017

Suma Kaców: Kwiecień 2017.

  Kwiecień 2017 najkulturalniejszym miesiącem mojego życia. Serio. Muzyka (klik).
(Photo credit: Bert Kaufmann via Foter.com / CC BY)
  To pierwsze zdanie tam wyżej wypadałoby udowodnić. Udowadniam więc.

KSIĄŻKI

  W kwietniu przeczytałem jedenaście książek, w przeliczeniu na strony jakieś 3000. A co tam było? A to:
Submarino Jonasa T. Bengtssona - zrecenzowane tu (klik).
Ślepnąc od świateł Jakuba Żulczyka - (miałem napisać, że przyjemna książka, ale to jest złe słowo) świetna pozycja, choć Radio Armageddon i Instytut jak dla mnie lepsze, 8/10.
Całe życie Roberta Seethalera - zrecenzowane tu (klik).
Schizofreniczna ewangelia Bohumila Hrabala - przyjemny zbiorek, zdecydowanie najlepsze jest tytułowe opowiadanie, 7/10.
Portret młodej wenecjanki Jerzego Pilcha - nie jestem zaskoczony, nie jestem zawiedziony, klasycznie dobrze, 7/10.
Reszta to książki Jakuba Małeckiego, kolejno:
Błędy - bardzo mi się podoba pomysł na zbudowanie całości, 7/10.
Przemytnik cudu - IMO najgorsza z książek Małeckiego, ale nadal niezła 6/10.
Zaksięgowani - niby bez szału, ale ładnie zbudowana klamra, ponadto plus za budowę podobną do Śladów, 7/10.
Dżozef - to była dla mnie powtórka, bo tę książkę czytałem już kiedyś tam i ponowne przeczytanie trochę zmieniło moje postrzeganie tej książki, 1,5 roku temu 7/10, teraz 9/10.
W odbiciu - cytując samego siebie z LC "kolejny dowód na to, że Małecki to nie tylko Dygot i Ślady", 8/10.
Odwrotniak - nadal mój numer jeden, 9/10.

  Na półkę wpadły trzy nowości. Zamówiony jeszcze w marcu Przemytnik cudu Małeckiego, no i w Biedronce złowiłem po 25 zeta Grę w klasy Cortazara i Paragraf 22 Hellera.

MUZYKA

  Muzycznie pierwsze miejsce w kwietniu zdecydowanie Kuban i Myślisz jeszcze? Na chwilę obecną jedna z moich ulubionych polskich płyt tego roku. Z zagranicznych to samo miejsce zajmuje album Process Samphy, który odkryłem również w tym miesiącu, choć wyszedł w styczniu. Ponadto słuchany był nowy Big Sean, nowy Drake, nowy JMSN, Limitless 808 Gedza i Headliner Guovy - wszystko na plus. Na minus nowe Gorillaz i nowy B.R.O.

FILMY/SERIALE

  Tak, mnie też zaskakuje ten ukośnik.

Breaking Bad - jestem w połowie trzeciego sezonu i jaram się przeokrutnie, minimum jeden odcinek dziennie jest wciągany. Ocenię jak skończę
Belfer - ponad połowę sezonu wciągnąłem w jeden wieczór, czekam na drugi, 8/10.
Sing - przedobra animacja, są momenty, w których niewiele mi brakowało, by łzy pociekły, 8/10.
Pingwiny z Madagaskaru - obejrzałem kiedyś, bez szału były. Powtórka nic nie zmieniła w moim postrzeganiu filmu, odcinkowa wersja znacznie lepsza, 6/10.
Strażnicy Galaktyki - SF to nie mój klimat, ale historia i humor bardzo na plus, na dwójkę planuję się wybrać do kina, 7/10.

INTERNETY

   Zaniedbałem w kwietniu czytanie blogów, za to moim odkryciem jest fanpejdż Teksty z forum BDSM na zdjęciach uroczych zwierzaczków. (klik). U mnie trzy posty razem z podsumowaniem to chuj, a nie wyczyn. Najlepiej siadła recenzja Submarino (klik).

SUMA

  No rozjebałem i nie ma co zbierać, taka prawda. Planowałem pięć książek - siadło jedenaście. Planowałem trzy filmy - obejrzałem trzy filmy i łącznie prawie cztery sezony seriali. Miały być minimum dwa posty więcej niż podsumowanie - są dwa posty więcej niż podsumowanie. Dumnym z siebie jak rzadko.

PLANY NA MAJ

1. Nie zejść poniżej pięciu przeczytanych książek (co trudne być nie powinno, bo pewniakami na ten miesiąc są Jeśli zimową nocą podróżny, którego zaczynam po opublikowaniu tego posta i do tego Dygot + Ślady Małeckiego, a coś jeszcze na pewno wjedzie).
2. Coś pewnie napiszę w maju, ale ile to nie będę za bardzo wchodził w konkrety, bo z tym różnie bywa.
3. Minimum trzy filmy, w tym jeden w kinie, o.
4. Dojść do piątego sezonu Breaking Bad.

  Tyle, nara, widzimy się (mam nadzieję) niedługo.

  Częściej jednak bywam w social mediach, o tam niżej:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

niedziela, 23 kwietnia 2017

Książki na Kacu: Całe życie.

  A może by tak rzucić to wszystko, przestać pisać (O JAK JA DUŻO PISZĘ!) i wyjechać wiadomo gdzie? Przemyślę, najpierw muzyka (klik).
  Pomysłów na początek mam milion, ale - jak zwykle - nie wiem od czego tak naprawdę powinienem zacząć. Od bycia ignorantem i tego, że nigdy nie słyszałem o autorze Całego życia jak i o samej książce, mimo że to ponoć hicior i zgarnia nagrody? A mógłbym. I tak było - nie słyszałem, nie widziałem. Teraz się to zmieniło, bo trafiła się okazja, by przeczytać wspomnianą pozycję miesiąc przed premierą.

  Dobra, początek mam za sobą. Całe życie zawiera w sobie głównie historię życia Andreasa Eggera, który razem z Czytelnikiem przechodzi przez lata swojego dzieciństwa, młodości, prac, urazów, miłości, wojny, zmian, samotności, starości. Bohatera można nazwać pustelnikiem - mieszka na uboczu, ze wszystkim radzi sobie praktycznie sam, żyje w zgodzie z naturą i świetnie zna okolice. To ostatnie pomaga mu w pracy w firmie zajmującej się budowaniem kolejek linowych, dzięki którym spokojna, górska osada z biegiem czasu zmienia się w alpejski kurort. Na tej urbanizacji, która nieco kłóci się z przekonaniami Eggera, bohater z jednej strony tak naprawdę korzysta, a z drugiej wiele traci.

  Powieść Roberta Seethalera jest mocno minimalistyczna. Autor stara się oszczędzać słowa, nie rzuca zbędnymi opisami, choć nie wszystko wystawia przed czytelnikiem na tacy. Austriak zdaje się przekazywać Czytelnikowi, że on się nie rozpisze, a Czytający ma sam sobie sporo dopowiedzieć i wyobrazić. Nie tylko w kwestii krajobrazów, ale również w budowie Eggera, bo po słowach Seethalera głównego bohatera nie da się od razu pokochać. Do Andreasa trzeba dorzucić coś od siebie, by go uczłowieczyć. Sam z siebie wydaje się nieczułym gburem, a wystarczy kilka worków z trocinami nasączonych naftą, by jego postać stała się cichym i nieśmiałym gościem o romantycznym wnętrzu.

  Choć książka ta nie rozpierdala, to nie da się jej niczego złego zarzucić. Całość jest przyjemna i bardzo poprawna. Całe życie można porównać do leniwego, słonecznego dnia na górskiej, cichej polanie. Jak nie masz, Czytelniku, możliwości pierdolnąć wszystkim i wyjechać w Bieszczady, to sięgnij po książkę Seethalera - to będzie dobry zamiennik. Ocena:
(źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
  A w ramach potwierdzenia, że to dobra rzecz jest dorzucam cytacik do przeanalizowania w głowie:

- O, nie - odparł Egger i wstał. - Każdy kuśtyka na własny rachunek!

  No i dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za egzemplarz recenzencki. I wpadnijcie do Hani (klik), by porównać sobie nasze odczucia co do Całego życia.

  A tu macie moje social media:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

wtorek, 18 kwietnia 2017

Szlachetnie skacowani: Submarino.

  Dzień dobry, czas na pozorne nowości. Muzyka (klik).
  Nie ukrywam swojej słabości do kupowania i czytania tanich książek, książek do dychy. Czasem książki do dychy okazują się również książkami do dupy. Czasem się jednak trafi taka perła, że klękajcie narody. I dziw bierze, że ta książkowa perła jest w cenie czterech butelek Perły Export... I siedzi po niej człowiek tak szlachetnie skacowany książkowym kacem. Tak, to będzie dobry początek dla nowej książkowej serii (klasycznie - bardzo nieregularnej), bo wierzę, że ten jeden post z typem, którego zwą Metalem Szlachetnym D., zmieni się w serię, a może i coś większego. Coby nas odróżnić - ja klasycznie czarny, mój gość jeszcze bardziej czarny, w sensie czarny pogrubiony.

  Ta. Jak masz, dajmy na to (ach zapomniałem, „Dzieńdobry”, tak mie nazywajo, jak Kac napisał – prawda szczera) ze dwie stówki na wydanie na jakieś swoje rzecza – piwko, papieroski i pochodne (skarpetki?). No. To u mnie priorytety, niestety, to 1)ksiunżki, 1)muzyka, 2)cała reszta (nie, nie jebłem się, mają być dwa numery jeden, bo nie kupuję naraz książki
i płyty, bo bym bez jednego drugiego nie mógł; no bądźmy odpowiedzialni za swoje słowa, przeeż to kurna poważny blog jies nie?).

  Na pierwszy ogień niech pójdzie Submarino Jonasa T. Bengtssona. Książka dorwana za dychę w Matrasie, która przyciąga okładką - jak i cała seria Prozy świata Wydawnictwa Czarnego. Submarino opowiada historię dwójki braci - Nick dopiero co wyszedł z więzienia, żyje w mieszkaniu socjalnym, wspomina Anę, jego byłą dziewczynę; jego brat samotnie wychowuje kilkuletniego syna, Martina, traci kolejne prace, więc postanawia zostać dilerem, a w jego części pojawiają się liczne retrospekcje.

  Submarino mi Kacunio polecił. Wziąłem kupiłem (tysz za dyszkie). Przeczytałem. Dawej Kac fabułę, bo ja tego nigdy nie.

  Bracia, a właściwie bracia przyrodni, wychowują się w domu dziecka. Zostali zaadoptowani przez jedną kobietę, która miała stworzyć im wymarzony dom, a okazała się alkoholiczką - by zaspokoić nałóg wyprzedaje meble, puszcza się za pieniądze, a wkrótce zachodzi w ciążę. Opieka nad dzieckiem spada na braci, którym ciężko było we dwójkę, a co dopiero, gdy na świecie pojawia się kolejna gęba do wyżywienia. Chłopcy kradną, wpadają w nałogi i konflikty z prawem. Po latach sytuacja niewiele się zmienia: Nick uzależnia się od alkoholu, często leje w mordę (nie tylko swoją, ale i cudze), jego dziewczyna - chorwacka imigrantka - zostawia go, a on trafia do więzienia; jego brat staje się heroinistą, wiąże się z narkomanką, której robi dzieciaka, a para postanawia dla dobra dziecka zerwać z nałogiem. Jego partnerka zostaje jednak potrącona przez samochód i umiera. Mężczyzna sam musi wychować syna i zająć się domem. Nie jest to łatwe, bo narkotyczny nałóg powraca i z każdej kolejnej pracy zostaje zwolniony. Za pieniądze z domu, który dostał w spadku po matce kupuje heroinę, którą zamierza handlować.

  Dobra, tera bez żartów. O ksiunżkach poważnie. Autor podjął bardzo trudną grę z czytelnikiem – daje swoim bohaterom pełnię głosu. Narracja pierwszoosobowa jest poprowadzona konsekwentnie i unika (co rzadko spotykane) denerwującej, patetycznej maniery. Język jest prosty. Tylko momentami przybiera na naturalizmie, na dotykalnej plastyczności. Czytacz(ka) dostaje dużo miejsca, które wypełnić ma jego wyobraźnia i zaskakujące, że z taką łatwością podążałem za słowami bohaterów, dodając od siebie jeszcze więcej brudu, narkomańsko chudych ludzi, lubieżnych spojrzeń. Nick i jego bezimienny brat mówią i myślą inaczej, a przez to zdradzają to, czego sami nie chcą przyznać. Nick mówi oszczędnymi, krótkimi zdaniami (jeśli pomyślałe(a)ś o Drodze McCarthy’ego – brawo, dobry trop), koncentruje się na czynnościach, bo pozostając w ruchu (i w rauszu) ucieka od…(zabrzmi to źle) od życia. Życia alkoholika uzależnionego od przemocy, od Any. To, co dręczy bohatera, jest cały czas wokół niego, oblepia go i ograniczając możliwość ruchu, przyczynia się do podejmowanych przez Nicka fatalnych decyzji. Podobnie z resztą postępuje jego brat – zdefiniowany tylko przez heroinę i przez synka Martina, któremu tak obsesyjnie chce zapewnić dzieciństwo inne, niż swoje. Jednak jego język pełen jest przeszłości, czasu, kiedy po lepsze życie wystarczyło zaledwie sięgnąć (lub nie sięgnąć po heroinę). Współczułem mu, ale też wiedziałem, że tego człowieka nie ma tu i teraz – tu i teraz jest ćpun, któremu wydaje się, że wszystko będzie dobrze. Jakby głęboki oddech pod wodą miał pozwolić żyć…

  Bengtsson świetnie snuje historie braci umieszczając je w brudnych duńskich uliczkach, gdzie roi się od bezdomnych, porozbijanych butelek i zużytych strzykawek. Czytelnik nie ma większych problemów z tym, by wyobrazić sobie miejsca po źle wkłutych igłach heroinistów, obecny wszędzie syf i ubóstwo. Postacie Nicka, jego brata, a także poboczne, jak Ivana, czy Martina, są genialnie opisane. Przez narrację pierwszoosobową nie ma trudności z tym, by Czytelnik odnalazł się w skórze głównych bohaterów, przez to też łatwiej wyobrazić sobie życiowe trudności, przed którymi wyżej wymienieni stawali.

  Nie mógłbym napisać tego tekstu z nikim innym – bo i po lekturze towarzyszyło mi odczucie kaca (hyhy). Mógłbym pisać o determinizmie, wzdychać do umiejętności pisarza, czy narzekać na momenty, gdzie narracja zdaje się zaciemniać (zwłaszcza w segmencie Ivan), a gdzie nie mam pewności czy tak miało być… Ale i tak, nie zmieni to faktu, że Submarino to porządna książka realistyczna, która umoczy czytelnika
w gównie. A ten jej jeszcze za to podziękuje. I to jest coś.

  Submarino to powieść, w której łatwo się zatopić i cierpieć razem z nią, z jej bohaterami. Całość, mimo tego że niezbyt przyjazna, pochłania się jednym tchem. Bengtsson to kolejne z moich do-dychowych odkryć i naprawdę chcę czytać tego gościa więcej, bo jedna powieść to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza, że jest tak dobra. Tak dobra, a jednocześnie tak zła i nieprzyjemna. Ocena:
(źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
  Trza zapolować na Baśń, co Kac? A! Jest jeszcze film, zrobiony całkiem w porządku. Możecie zerknąć, ale ale! Książka koniecznie wcześniej! A teraz czas na słowa co drugiego blogjera książkowego: dobrzesięczytao. A teraz słowa moje: STAY METAL!

  Aha, moja ocena:
(źródło: http://www.adl-dl.pl/)
  No i ten, stej tjund, widzimy się następnym razem, nara.

  Wbijcie jeszcze na social media: 
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0