niedziela, 22 lutego 2015

Rap na Kacu: Zamknij mordę.

  Wczoraj grane były Dwa Sławy w Tarnowie - sztooooooooooos. Dziś na ripicie leci The Weeknd (wiesz gdzie kliknąć?). 
(źródło zdjęcia oryginalnego: facebook.com/dwaslawy)
  Właśnie do tych Dwóch Sławów chciałbym się ustosunkować. Z jednej strony odnoszę wrażenie, że to miasto zaczyna odżywać. Hip-hopowo. Nie chodzi tutaj o to, że raperów jest coraz więcej, chociaż to w pewnym stopniu też ma pozytywny oddźwięk na rozwoju i popularyzacji tej kultury. Wiadomo - raperów teraz więcej niż słuchaczy a i raperzy słuchaczami są. Chodzi głównie o to, że zaczyna się coś dziać i widać, że ma to swoich odbiorców. Pamiętam jak dwa, może trzy lata wstecz było zapowiadanych sporo koncertów, z których w roku odbywało się maksymalnie cztery, bo za mało biletów zeszło w przedsprzedaży i hajsu nie wystarczy nawet na dojazd, nie mówiąc już o jakiejś tam wcześniej umówionej gaży za - powiedzmy sobie szczerze - chałturę. Bo właśnie z chałturzeniem kojarzyli/ły mi się raperzy/składy, które miały wtedy grać - wbić na scenę, zrobić swoje, zejść i napierdolić się w klubie, albo zawinąć na hotel i napierdolić się tam. Bo alkohol i używki to jeden z elementów tej kultury, nie? Na szczęście czasy się zmieniły.

  'Ale Kac, dlaczego "Zamknij mordę."?!' Proste. Po zeszłorocznym koncercie Sławów w Krakowie ewidentnie czuć było, że mają oni swoje podejście do publiczności. Może nie było ono jeszcze tak eksponowane jak teraz, może to kwestia zbyt małego hajpu, zbyt małego ogarnia czy czegoś tam, ale było już widać, że Ci goście mają w sobie coś. Coś specyficznego, coś swojego. Chamstwo i bezkompromisowość pomieszana z humorem - tego oczekują ludzie w drugiej dekadzie XXI wieku. Wyjść gdzieś, zostać zbesztanym w sposób, z którego sam się zaśmiejesz, poskakać, pobawić się, łyknąć browar i wrócić do domu. To chyba łączy się z tym, że ludzie śmieją się z tego, gdy w telewizji, kinie czy teatrze padnie jakaś soczysta kurwa, czy chociażby mniej tłusta dupa. Czemu tak jest? Kurwa, nie wiem. Wydaje mi się, że to jakby łamanie schematu, takie wychodzenie poza linie w kolorowankach, pozwalanie sobie na coś, co powszechnie uznane zostało za coś niemoralnego. 

  Cieszy nas prostota - rzucanie mięsem, seksualne podteksty (hihi, napisałem SEKS, zaraz padnie pewnie 69, hihihi). Jesteśmy prostymi ludźmi, każdy z nas ucieszy się, gdy usłyszy/zobaczy/przeczyta coś co będzie miało jakiś podtekst, dwuznaczność - mniej lub bardziej wysublimowane (chociaż w niektórych przypadkach naprawdę o to trudno). I nawet jak uważasz, że tak nie masz to tak naprawdę tak masz, każdy tak ma. Serio. Cześć.

sobota, 14 lutego 2015

Wal se co chcesz.

  Sesja sesją, mało ważne, wszystko zdane, wszystko z podbitym okiem - najprostsza i chyba najprzyjemniejsza sesja w moim życiu, polecam, K. Killer. Jako soundtrack do posta będzie dzisiaj leciał Mike Posner i całe "The Layover" (klikaj kurwa szybko!).
(źródło zdjęcia oryginalnego: thesun.co.uk)
  Faza jest taka, że są walentynki, nie? No są. Szczerze jebie mnie jak kto obchodzi to "święto", święto osób psychicznie chorych (bo ich patronem m.in. jest św. Walenty). Ciekawe kiedy w Polsce obchodzi się święto osób chorych na hemoroidy, bo imię św. Fiakra (który jest patronem takich osób) nie widnieje w polskim kalendarzu... W sumie żadne z tych wszystkich świąt mnie nie dotyczy, trochu pszykro (nooo weź mnie popraw w komentarzu, yo gramma' nazi!), trochu nie. Pod osoby popierdolone w jakimś stopniu się mogę chyba zaliczyć, ale to nie temat na dziś.

  Chodzi głównie o to, że z czasem kiedy ludzie stają się bardziej otwarci na świat w internetach wypluwają swoje myśli na swoje fejsikowe tablice między innymi. Po chuj? Nie wiem. Fajność tych ludzi jest taka, taka... CHUJOWA. Po chuj piszesz wszystkim "HIHIHI, WALĘ-DRINKI", "JEBAĆ MIŁOŚĆ" - to Twoje własne zdanie to se je kurwa zostaw dla siebie. A tera komentarze: TY JEBANY CHIPOKRYTO (Ty od "pszykro", o to też się dojeb), SAM PISZESZ SWOJE ZDANIE W INTERNETACH. Ta, tylko ja nikomu nie każę tego czytać. A jak się scrolluje fejsa to się natrafia na takie wpisy i czyta się to z automatu. Bo masz nadzieję, że przeczytasz coś wartościowego, o wartości pozytywnej. A to tylko wartość ujemna. Mało skomplikowane równanie matematyczne, w którym niewiadoma wychodzi ujemna. Tylko to wpływa w jakiś tam sposób negatywnie na nasze samopoczucie/podejście do ludzi/IQ (kurwa). To samo się czyta tych, co dołączają do wydarzeń o podobnych treściach: "PIERDOLĘ WALENTYNKI 2015, IDĘ SIĘ NAJEBAĆ". Pierdolony spam na fejsie, demn (tu też jest błąd, bo nie ogarniesz, że napisałem to fonetycznie). Już jebać te wydarzenia w stylu "coś tam, coś tam, co zmieni Twoje życie w tyle a tyle dni!". Chcesz zmienić swoje życie? To kurwa wyłącz komputer, wyjdź z domu i się nim kurwa ciesz, bo przed kompem nic nie zmienisz. Chyba, że kawałek na jutubie. 

  Dobra pacany. Idę kończyć moją czekoladę z orzechami i rodzinkami oraz płakać, że jestem sam w te walentynki (HEHEHE). A Ty wal se co chcesz, a najlepiej walnij się w łeb, o. Nara.

PS.(jak wybierasz się do kina na Greya to tego nie czytaj, jak nie, albo masz wyjebane to sobie zaznacz ten fragment od teraz): GREY JEST CHUJOWY, AFTER BEZKONKURENCYJNIE LEPSZY OD FILMU, TYLKO MUZYKA SZTOS. (do tego miejsca, o.)

wtorek, 3 lutego 2015

Ambitny skurwiel co nie czyta lektur.

  Piękne rzeczy się dzieją. Odświeżam sobie nową płytę Włodiego (tu se kliknij po sałndtrak), bo ten klimat i kop jakiego ma m.in. bit z numeru, w który przeniesiesz się po kliknięciu w powyższy link, mógłby teraz wylądować na mojej dupie. Nie pogniewałbym się.
(źródło zdjęcia oryginalnego: monologuedb.com)
  Jednak ambitny ze mnie skurwiel. Odmówiłem wczoraj 3,5 z egzaminu, bo typ mi wjechał na ambicje i stwierdziłem, że tak być nie będzie, o nie, kurwa. No i tera muszę ogarnąć temat na poniedziałek, może cosik z tego bedzie. Miejmy, kurwa, nadzieję.

  Mimo tych moich ambicji muszę stwierdzić, że moje naturalne lenistwo przezwycięża wszystko. Chociażby to, że zamiast czytać streszczenie "Nad Niemnem" na jutrzejsze poranne zdawanie wolę sobie coś napisać. Nawet jeśli miałoby to być mało konstruktywne, konkretne, ciekawe i poczytne. Ot, taki kurwa sposób na zabicie czasu. Miałem niby dziś podchodzić do tego całego zaliczania, ale jednak streszczenie tej książki od Miecia "Masochisty" Mietczyńskiego (pozdro mordo, wychylimy coś, wierzę [tu se kliknij żeby sprawdzić O CE BE]) nie daje mi podstaw do tego żeby zaliczyć znajomość lektury. Jednak jeśli jesteś tegorocznym (lub każdokolejnorocznym) maturzystą to powiem Ci jedno mordo/buźko - to, co przekazuje Mietek zdecydowanie wystarczy Ci do zdania matury z polskiego, SERIO. Moje doświadczenia z lekturami w liceum ograniczały się do krótkich streszczeń (zawartych głównie w książkach z tego wydawnictwa), które czytałem na bieżąco kiedy to moja polonistka pytała wszystkie kolejne osoby fragment po fragmencie. Ja zaczynałem czytać to streszczenie w tym momencie, kiedy ona zaczynała pytać pierwszą osobę. Kiedy dochodziło do mnie, trzymałem książkę na kolanach i zerkając pod ławkę czytałem sobie co mam powiedzieć. Znajomość każdej lektury na 5. A ostatnią lekturę w całości przeczytałem jakoś w gimnazjum i nawet nie pamiętam co to było. Te gregowe wydania mają jeszcze ten plus, że ważniejsze omawiane tematy są pooznaczane - łatwy sposób na zdobycie kilku dodatkowych punktów. Reasumując - marna znajomość lektur, matura zdana bez większych problemów. A jak jesteś bardziej ambitnym skurwielem niż ja to czytaj od dechy do dechy, powodzenia.

  No i ten. Idę chyba poczytać to streszczenie, bo marnie widzę moje jutrzejsze zaliczenie... Lufa!