niedziela, 4 października 2015

Ze mną się nie napijesz?

  Nie wiem dlaczego, ale dzisiaj soundtrack będzie taki,o (klik).
(źródło zdjęcia oryginalnego: 4dudes.com)
  Przez jakieś, nie wiem, liczmy sześć lat imprezowania (poglądowo - jakieś alko, zgony, kace, szlugi i inne) niejednokrotnie spotykałem się z tym, że ktoś nie pił. I wszyscy mu się dziwili. Czemu? Do dziś się zastanawiam (a ostatnio to nawet trochę bardziej).

  Powodów do tego żeby nie pić można mieć multum - boś skacowany z wczoraj i dziś słabo wejdzie, albo wyjdzie szybciej niż wejdzie; bo jesteś na antybiotyku (klasyk); bo humor nie ten (chociaż to czasem powód do tego żeby chlać konkretniej niż zazwyczaj); bo hajs się nie zgadza (tutaj zawsze można chlać na czyjś koszt); bo miesiąc trzeźwości/post/chujwieco; bo jestę samochodę. O konkretnych, prawdziwie konkretnych powodach nie piszę, bo to są powody niepodważalne, takie, z którymi się nie dyskutuje i ja też nie zamierzam.

  Do pewnego momentu w życiu byłem tą stroną, która się dziwi, że ktoś nie pije i starała się wymusić na tym chwilowym abstynencie przełamanie się, wspólną napierdolkę. No co? Ze mną się nie napijesz? A na odpowiedź "nie tym razem" w głowie dwoją i troją i czworzą(?) i jeszcze bardziej potęgują, mnożą i całkują się wyzwiska, łańcuszki, kurwy, pizdy, chuje, muje, dzikie węże. To chuj Ci w dupę, baw się gorzej niż my i patrz jak se chlejemy. O! Kurwa.

  Z mojego punktu widzenia i kilku wyjść na trzeźwo stwierdzam, iż istnieje taka ewentualność, że bez używek można bawić się gorzej niż osoby pod wpływem. Ale po chuj?! Jak da się przecież imprezować tak samo, albo nawet, kurwa, lepiej! No bo czemu niby nie? Na trzeźwo się pośmieję, porzucam sucharami, pośpiewam, potańczę. A jak się napierdolę to nie zawsze się pośmieję, bo pierdoli mi się czasem poczucie humoru, sucharami rzucam gorszymi niż na trzeźwo, ze śpiewu wychodzi nierzadko bełkot, a tańczyć to mi się czasem nie chce, albo za bardzo mi odpierdala Patrick Swayze czy tam inny John Travolta i no właśnie... (coś już o tym kiedyś było, klik) Bo bywają takie momenty, w których przestaje się panować nad sobą, nad tym ile się wypiło/wypije jeszcze i leje się w siebie na umór, przynajmniej w moim przypadku.

  Ktoś tam kiedyś wymyślił, że alkohol powinien towarzyszyć zabawie. Ale jeśli znajdzie się osoba, która chce bawić się bez alko to jej nie zmuszaj do picia, odpuść, niech bawi się po swojemu. Zrozumiałem, że takie wmuszanie w kogoś picia nie jest dobre, bo wkurwia się osoba zmuszająca i ta zmuszana. Więc po chuj sobie psuć nastrój? No powiedz, no.
  
PS. I nigdy nie dolewaj alkoholu do szklanki osoby, która nie pije. Tak na wszelki wypadek...