piątek, 26 sierpnia 2016

Książki do d...: Rachunek.

  Mamy piątek, czyli kolejny dzień nadrabiania. Na piątek trzeba dobrą muzyką zarzucić, więc muzyka na piątek jest taka (klik).
(foto moje, okładka: znak.com)
  Zaniedbałem ostatnio posty książkowe, więc trzeba troszkę podgonić. Dziś polecimy z Książką do d..., a będzie nią Rachunek Jonasa Karlssona, wydany w Polsce przez wydawnictwo Znak. Za książkę zapłaciłem jakieś 13 zł z przesyłką, więc mieści się ta kwota w początkowym założeniu (bo niby do dychy, a jednak do piętnastu). Tutaj props dla wydawnictwa, bo często ogłaszają na fejsie, czy w newsletterze promocje, gdzie ich książki można zamówić na dość konkretnych przecenach - czasem nawet 85% taniej. A z tego co się orientuję, to Rachunek można dostać w krakowskim książkomacie, który stoi na dworcu autobusowym, za 25 zł. Nie wiem, czy coś się zmieniło, ale jak ostatni raz tam byłem, to można było płacić tylko monetami, a raczej rzadkością jest posiadanie 25 zł w monetach, nawet dla mnie.

  O czym jest Rachunek? A no o typku zamieszkującym Szwecję, który pewnego dnia dostaje rachunek. Rachunek za własne życie wynoszący 5,7 mln koron. Z początku nie dowierza, bo sama kwota, jak i "rzecz", za którą ma zapłacić wydają się absurdalne. Bohater, którego imienia nie pamiętam (czytałem Rachunek ponad miesiąc temu i sam nie jestem pewien, czy imię bohatera w ogóle w książce padło), podejrzewa, że to próba wyłudzenia pieniędzy, o których sporo się mówi w mediach. W rozmowie z kolegą dowiaduje się, że w telewizji już od jakiegoś czasu ogłaszano, że ludzie dostaną rachunki za swoje życie, jednak były one o wiele niższe niż ten, który otrzymał główny bohater. W rozmowie z przedstawicielką firmy, która pobiera opłaty - Maud - okazuje się, że wysokość kwoty zależy od takich czynników jak zadowolenie z własnego życia, pozytywne i negatywne wspomnienia, czy majątek. Tylko czy życie trzydziestolatka, który pracuje na pół etatu w wypożyczalni filmów, nie ma kobiety, samochodu, a nawet własnego mieszkania i lubi jeść pizzę, warte jest prawie sześć milionów koron?

  Bohater postanawia dowieść, że zaszła pomyłka, więc udaje się do siedziby firmy od rachunków, gdzie po weryfikacji danych, wspomnień itp. okazuje się, że miał on rację i faktycznie zaszła pewna pomyłka - trzydziestolatek musi zapłacić jeszcze więcej...

  Omawiana przeze mnie pozycja jest przykładem książki na jeden wieczór. Jonas Karlsson miał świetny pomysł na historię, którą okrasił bardzo przyjemnym humorem. Mimo że w książce tak naprawdę nie dzieje się wiele, to wciąga ona mocno i po kilkudziesięciu stronach zacząłem trochę współczuć bohaterowi. Z drugiej strony sytuacja jest tak absurdalnie beznadziejna, że nie da się powstrzymywać uśmiechu. Mam jednak mały problem z zakończeniem, bo - wybaczcie lekki spojler - niby wszystko dobrze się kończy, ale ja nie do końca wiem jak to się stało, że wszystko dobrze się skończyło. Albo mi coś umknęło podczas czytania, albo autor nie do końca wyjaśnił co tak naprawdę się stało. Albo mam taką sklerozę, że po miesiącu nie pamiętam zakończenia książki. To ostatnie może być nawet bardzo prawdopodobne.

  Rachunek to moje kolejne pozytywne spotkanie ze skandynawską literaturą, a muszę przyznać, że po Księżniczce z lodu Läckberg wymagania wobec pozycji z północy mam naprawdę spore. Niecałe 190 stron całkiem przyjemnej lektury w przyjemnym dla oka i dłoni wydaniu za małe pieniądze. Czego chcieć więcej? W sumie to niczego, bo mimo twardej okładki grzbiet się dobrze wygina. Choć może wyraźniejszego zakończenia, może trochę więcej akcji, może trochę więcej opowieści? Jest w porządku, ale dupska mi to nie urwało.

  Ocena:
 (źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
  Więcej Kaców jak zwykle tu i tu: 
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz