środa, 29 czerwca 2016

Książki do d...: Chomik na widelcu.

  Chwilę temu były dwie recenzje pod rząd, później znów książkowe rzeczy, ale nierecenzyjne, a potem w ogóle książko-cisza. Wierzę, że się przez ten czas stęskniliście za kacenzjami... Muzyka (klik).
(zdjęcie moje, okładka: zysk.com.pl)
  Do Chomika na widelcu autorstwa Claudii Torres i Jacka Krawczyka podchodziłem łącznie dwa razy. Kupiłem go jakieś milion lat temu (znaczy się jakoś na jesieni 2015) w Matrasie za niecałą dychę i niedługo po tym wziąłem się za czytanie. Szło mi opornie. Kurwa, no nie mogłem, męczyłem się strasznie, dużo mnie wkurwiało. Po trzydziestu stronach zamknąłem, jebłem na półkę i zapomniałem. To znaczy nie do końca zapomniałem, bo jak zakładałem konto na LC (do którego link macie gdzieś tam z prawej - nie wiem czemu, ale nie mogę dodać na bloga tego gadżetu z LC) to wiadomo, dodałem sobie, że mam i CHCĘ PRZECZYTAĆ. Przeczytałem. Teraz. Mimo ponad trzydziestu pozycji, które stoją na moich półkach, a wydają się opcjami ciekawszymi. Przynajmniej dla mnie.

  Opis zerżnięty ze strony wydawcy (zysk.com.pl):
"Igor Czacki - były psycholog policyjny nie myśli wracać do zawodu. Wszystko zmienia jeden sen i jeden telefon.
Okoliczności zgonu młodej dziewczyny, Emilii Natolskiej, nie wskazują na konieczność przeprowadzenia sensacyjnego śledztwa. Alkohol, narkotyki, śmierć - wydawałoby się, że nic nadzwyczajnego w tętniącej życiem Warszawie. Policja nie widzi znamion morderstwa, a prokuratura gotowa jest umorzyć postępowanie. Czacki przeczuwa jednak, że sprawa ma drugie dno - instynkt podpowiada mu, że śmierć Natolskiej to jedynie część większej intrygi. Zwiera więc szyki z przyjacielem sprzed lat - komisarzem "Majorem" Maleszem - i razem wpadają na trop przestępczej organizacji, dla której ludzkie życie nie ma żadnej wartości.
A wszystko to przez jeden sen..."

  No ciekawi trochę. Choć w tym przypadku najmocniej zaciekawił mnie i tak tytuł, bo jest trochę nietuzinkowy, specyficzny. Tak spozierał na mnie ten nabity na widelec chomik z tego pudła z książkami to wziąłem. Przekartkowałem, zerknąłem jak jest napisane i na pierwszy rzut oka poczułem się zaciekawiony. W dodatku na jednym ze skrzydełek zamieszczone zostały słowa Pana Wojciecha Piotra Kwiatka - "Chomik na widelcu ma szansę stać się jedną z najlepszych powieści kryminalnych ostatnich lat". Całość jest trochę dłuższa, ale nie chce mi się wszystkiego przepisywać, poza tym to zdanie jest kluczowe. Całkiem przyjemne pierwsze wrażenie zaczęło się trochę zacierać podczas pierwszego czytania.

  Historia jest całkiem spoko. Emerytowany psycholog policyjny wraca do roboty, bo śnił mu się tytułowy chomik na widelcu, a on zwiastował intrygujące przypadki. No i co, ginie młoda typiarka to razem ze swoim ziomeczkiem badają sprawę. Okazuje się, że zmarła na serce z przyczyn naturalnych, bo jakaś tam wada. Chwilę po tym ginie facet tej typiarki, powrót do sprawy, dołącza do nich jeszcze taka policjantka no i ogarniają ten rozpierdol w trójkę. No ciekawie jest, temu się zaprzeczyć nie da. Zwłaszcza, że przez duży fragment książki to wiele podejrzeń nie mają.

  Propsuję mocno za zamysł stworzenia głównych bohaterów. Przedstawienie to sprawa drugorzędna, bo momentami pozostawia wiele do życzenia, aczkolwiek jak się nie pogubisz to ogarniesz wszystko bez problemu. Problemem mogą być jednak momenty, w których rozpoczynają się kolejne rozdziały. Bo czasem to kompletnie, kurwa, nie wiadomo z kim mamy do czynienia. Początkowo bohaterowie się strasznie mogą mylić. Albo inaczej - może się ich wydawać więcej niż tak naprawdę jest. To przez to, że autorzy posługują się ich nazwiskami, imionami i pseudonimami od pierwszych stron. Jak się ktoś z Was weźmie za czytanie to taka ściągawka - Igor Czacki ma ksywę Psycholog, a Major ma na nazwisko Malesz, imienia nie pamiętam, ale coś mi świta, że Piotr. Ja rozumiem, że kryminał, że ma być zagadkowy, ale kurwa. Żeby sprawiać czytelnikowi problemy już na samym początku, i to w tak błahej rzeczy jak nazewnictwo głównych bohaterów? Bez przesady.

  Największy minus tej książki to masa czasowników. Rozumiem, że jak w książce ma się coś dziać to czasowniki być muszą, ale kurwa, nie tyle. To jest główna rzecz, przez którą sobie odpuściłem czytanie przy pierwszym podejściu. W jednym zdaniu dowiadujemy się, że bohater wstał, szedł, parzył kawę,palił szluga, gotował jajka, kichnął, srał, mył zęby, pojechał gdzieś tam i z kimś rozmawiał. Podkoloryzowałem, ale i tak za dużo. Bleh, bleh, bleh. Nie chcę tak.

  Napisałem w sumie niewiele, wiem. Ale problem jest taki, że to nie jest książka, którą by się kontemplowało. Ja ogólnie nie byłem nigdy przekonany do kryminałów, ale jak czytałem Läckberg to przeżywałem wszystko co się działo w książce. A tu to tak średnio raczej. Czytam, czytam - no spoko - czytam dalej, czytam, czytam - no i co - czytam, czytam. Skończyło się. Niecałe 230 stron. Niewiele się dzieje, a jak zacznie to wszystko na raz i się znów miesza. Albo ja się po prostu średnio wciągnąłem, bo pozostał mi uraz po tym pierwszym razie. Nie wiem, kurwa. Ocena (poniżej) wszystko zweryfikuje. Jak ktoś się poczuje zaciekawiony to sięgnie, jak nie to nie i tyle. Dycha to przecież nie fortuna i można sobie od czasu do czasu jakąś pierdolnąć w błoto. Warto na koniec jeszcze przywołać słowa, które już wyżej cytowałem: "Chomik na widelcu ma szansę stać się jedną z najlepszych powieści kryminalnych ostatnich lat". Chomik... może i miał szansę, na to by stać się jedną z najlepszych powieści kryminalnych ostatnich lat, ale ją zaprzepaścił, przynajmniej w moim odczuciu.

  Ocena:
(źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
  Jak podoba Ci się moje pierdolenie to zajrzyj na fejsbuka i tłitera - tam jest więcej spierdolonych i superśmiesznych rzeczy. To jak supermen, tylko śmiesznych. Tu:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz