niedziela, 19 czerwca 2016

Jedź na festa.

   Jest ciepełko. Milka Oreło mi się topi na biurku, w dłoniach jeszcze bardziej, przez co palce lepią mi się do klawiszy i kartek w notatniku. Na taką pogodę trzeba zapierdolić pięknym letniaczkiem w podkładzie pod posta (klik).
(a sam se zrobiłem fotkę)
   Chwilę temu moja - jak to się pięknie mówi - koleżanka po fachu, niejaka Urocza Sherly, rzuciła wpisem na temat ludzi, co to na Juwenaliach się bawią (kliknij tu, a w magiczny sposób przeniesiesz się w cudowną krainę Lajfstajlu ironią płynącego, no i do rzeczonego posta). Ustosunkowałem się tam do jednego z punktów w komentarzu, ale cały czas cosik mi tu nie grało, czegoś mi tam brakowało. Sherly trafnie i stylowo - jak zwykle - wypunktowuje minusiki mniejsze i większe. A żeby nie było tak, że festiwale wszelkie i ludzie na nich to są takie złe, ble, fuj i chuj, to ja - dobry ziomek Kac - nie zdradzę Wam co w nich jest fajnego, ale chętnie dopomogę i napiszę co robić, żeby jeszcze fajniejszymi były. Aco!

   Moje wieloletnie doświadczenie koncertowo-juwenaliowo-festiwalowe nauczyło mnie, że one są spoko, a mogą być bardziej spoko, gdy:

1. Będziesz mieć otwartą głowę (i uszy).
Prosta sprawa. Jeśli wybierasz się na imprezę, która nie zamyka się na jeden gatunek muzyki - w przeciwieństwie do takiego festiwal muzyki aborygeńskiej przykładowo - to przejdź się na inne koncerty. W końcu już tam jesteś. Czy za bilet było płacone, czy też fest darmowym jest, to i tak już przekroczona została brama i depczesz ten trawnik. Nie każę Ci się wpierdalać od razu w tłum, broń Boże! Depnij dalej o kilka kroków, stań gdzieś za tłumem, a jak usiąść jest gdzie, to klepnij dupskiem o ten fragment ławki nawet i weź posłuchaj. To będzie nowe doświadczenie w Twoim życiu - nie musi być dobre, bo jak się nie spodoba to możesz przecież zmienić miejscówkę, przeczekać ten występ chlejąc browar w miejscu, gdzie muzyka nie dociera, a jak dociera to jest na tyle niewyraźna, że uszu aż tak nie drażni. A możesz też trafić na coś co Cię mocno zaciekawi. Warto mieć otwartą głowę (i uszy). Czasem.

2. Będziesz pomocnym człekiem.
Stoję w tłumie na Hip-Hop Kempie, Czechy, stare lotnisko w Hradec Kralove, przedostatni dzień całego festiwalu, późny wieczór, prawie noc. Klepie mnie ktosik w ramie. Odwracam łeb, patrzę, zerkam, filuje. Uśmiecha się do mnie typeczek niższy ode mnie o jakieś pół głowy (czyli niski, bo sam wysoki nie byłem nigdy), z blond dreadami do kolan (swoich, nie moich, czyli długimi bardzo) i wyciągniętą w moim kierunku dłonią wykonuje gest - palce lekko zgięte, kciuk poruszany góra-dół. Trawię myśli, przekminiam, czy typeczek chce ode mnie ognia, czy może mam to potraktować jako wyzwanie i chce się ze mną zmierzyć w walce na kciuki. Chuj. Wyciągam zapalniczkę, podaję mu - trafiłem. Wiedziałem już wtedy, że nie poprawię swojego dotychczasowego bilansu stoczonych walk (ani go nie spierdolę), co trochę mnie zasmuciło (a trochę ucieszyło). Humor zdecydowanie poprawił mi się momentalnie - Mały Dreadziarz oddaje mi zapalniczkę, którą trzyma w jednej dłoni, a w drugiej, również wysuniętej w moim kierunku, tli się kawałek zwiniętej bibułki. Warto pomagać. Czasem.

3. Dasz się oblać.
Mógłbym zacząć jak powyższy punkt, bo sytuacja miała miejsce dosłownie kilka(naście) minut później. Bujanko, koncert, wieczór, chlapnęło coś mi koło stopy. Mój Er Maks lekko się zmoczył, skarpetka też. Zerkam pod nogi - plastikowy kufel, lekka kałuża z piwa. No spoko, zdarza się. W ramie klepie mnie znów ktoś, odwracam głowę w odmiennym kierunku niż powyżej, dokładnie w tym, z którego prawdopodobnie komuś ten kufel wypadł. Typeczek, tym razem krótko ścięty, koszula w kratę, dość przyjazny wyraz twarzy, na którym malowało się poczucie winy. Gestykulując przeprasza mnie, zbijamy wysokie pięć, wyciąga w moim kierunku otwartą paczkę Marlboro lajt i kiwa głową żebym się częstował. Że ja człowiek, który papierosa nigdy (praktycznie) nie odmówi, to wziąłem. Aco! Warto dać się oblać. Czasem.

4. Poznasz nowych ludzi.
Będę monotematyczny - znowu Hip-Hop Kemp! Konkretniej to przesiadka w jakimś tam mieście i podróż powrotna do czeskiego Cieszyna pociągiem. Ścisk jak skurwysyn, ze znajomymi ledwo wcisnęliśmy się do wagonu, a konkretnie to do przejścia między dwoma wagonami. Ja przy drzwiach, kumpel w kiblu, reszta gdzieś tam. Z nami dość spora grupa ze Śląska, chyba z Katowic. Razem z pociągiem ruszyły wspominki z poprzednich dni, wymienianie się doświadczeniami i rady na przyszłość, że lepiej dorzucić trochę pieniędzy i kupić VIPa, bo kible czystsze i kolejki pod prysznic krótsze, że to piwo w Kauflandzie lepsze od tamtego. Na plecakach został wystawiony blat, karty poszły w ruch, makao było grane. W międzyczasie do naszego międzywagonia wdrapała się Pani Czeszka, na oko po pięćdziesiątce, a ja, jako dobry ziomek Kac, pomogłem jej wciągnąć do środka wielką walizę. Pani Czeszka usadowiła się tak, że blokowała mi dostęp do naszego prowizorycznego stolika, więc podawałem jej karty, a ona kładła je na blat. Dzięki Pani Czeszko, razem wygraliśmy rozdanie! O tym, że podań było więcej zaświadczyć może mały czeski chłopczyk, któremu szczać się chciało bardzo, przejść z matką nie miał jak, więc nasi nowi śląscy znajomi podawali go sobie z rąk do rąk, aż trafił do kibla, w którym stało dwóch dość postawnych typów. Wyjść nie wyjdą, bo nie mieli jak, więc mały czeski chłopczyk musiał wyszczać się przy nich. Szło mu to opornie i podejrzewam, że przez lekkie wkurwienie jeden z kiblowych okupantów rzucił niezbyt przyjemne "LEJ, KURWA!". Chyba pomogło, bo po chwili mały czeski chłopczyk, z rąk do rąk, trafił do swojej matki. Beka straszna, do dziś morda mi się cieszy jak sobie przypominam ten powrót. Warto poznawać nowych ludzi. Czasem.

   Punktów mogłoby być tutaj zdecydowanie więcej, ale jestem leniwym leniem, poza tym po co zdradzać wszystko co dobre, skoro sami możecie odkryć więcej? To tak jak ze zwiedzaniem nowych miejsc - nawet najlepszy przewodnik nie zdradzi (albo nawet nie zna) wszystkich dobrych miejscówek, więc śmigajcie po festiwalach, bo warto kolekcjonować wspomnienia. Czasem.

   Do następnego razu!

  Sosial midja:

https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

4 komentarze:

  1. Kurde! Widać, że pisałeś to z lekkością. Mogłabym przeczytać książkę na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten temat może nie, ale jakiejś być może doczekamy.

      Usuń
  2. elo to jadę...
    PS serio napisz ksiażke :D sztuka dla sztuki, najlepiej bez fabuły, po prostu chce cie czytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://kackiller.blogspot.com/p/kac-o-kacu.html piąty akapit od dołu.

      Usuń