środa, 28 września 2016

Nie lubię fryzjerów.

  Dwa ostatnie dni akcji #polskiwrzesień, piszę posta i lecę do czytania, bo chcę zdążyć jeszcze z jedną książką w tym miesiącu! Muzyka (klik)!
(Photo credit: BarbaraWilli via Foter.com / CC BY)
  Normalni ludzie boją się/nie lubią dentystów. Ja w sumie też. Ale mam jeszcze jeden uraz do przedstawicieli zawodów, gdzie Ty siedzisz w fotelu, a ktoś przy Tobie coś robi. Chodzi o FRYZJERÓW!

  Podejrzewam, że ma to jakiś związek z przeszłością. Kiedy byłem (kiedy byłem małym chłopcem, hej [nigdy mi się nie znudzi dopisywanie tego w takich przypadkach XD]) zdecydowanie młodszy, to byłem u takiego jednego fryzjera z mamą. Chodziliśmy tam praktycznie zawsze. Fajnie było, lubiłem tam chodzić, zazwyczaj siedziałem bardzo spokojnie, przechylałem głowę tak jak mi pani kazała i nie wierciłem się, no było spoko. Aż pewnego dnia strzygł mnie pan. Taki pan jak pan. Młody pan. Pan młody, choć nie był w garniturze i nie miał obok panny młodej, tylko jakąś starszą panią fryzjerkę, która na fotelu obok strzygła jakiegoś innego pana, który nie pamiętam czy był panem młodym, czy panem starym, ale był na pewno panem ten pan. No i ten młody pan mnie strzygł. Miałem wtedy bardzo popularną fryzurę w tamtych czasach - na grzybka. No pan młody ciacha tymi nożyczkami. Świszczą, szczękają, klapią, dzwonią mi przy uchu i nagle jeb! Ucho się przecięło. Tak trochę. Nie wisiał mi kawałek na takim cieńszym fragmencie, ale była skóra lekko nacięta. Ja w ryk, mama w ryk, typ nie wie co się dzieje. Rozpierdol. Armagjedon! No i miałem przez to pierwszy uraz.

  Drugi uraz nabyłem kilka lat później. Inny zakład, tym razem pani fryzjerka. Już się nie strzygłem na grzybka, teraz już jestem doroślejszym mężczyzną zatem czas na zmiany. Boczki i tył na krótko, góra dłuższa, żelik. I wszystko było spoko. Naprawdę. Pani tnie, tnie, tnie, maszynką podgala, suszy me kłaki piękne i pyta czy wyżelować. Ja odpowiadam, że no pewnie. Wyżelowała mi. Tak, że byłem zalizany jak mój ówczesny wychowawca, a to nie była wtedy fryzura pożądana przez nastolatka. Oj, zdecydowanie ona taką nie była! Wychodząc z salonu zmierzwiłem swe włosy, by nie wyglądać przypałowo, obraziłem się i nigdy tam nie wróciłem.

  Teraz mam sprawdzony zakładzik. Taki mały, niepozorny, ale jest super. Zero problemów, zawsze wszystko jest tak jak ja tego chcę. No petarda jednym słowem. Ale czasem jestem leniem i nie chce mi się tam jechać, więc wstąpię gdzieś w centrum i za każdym razem, kurwa, wychodzę z kolejnym urazem. Bo Ci ludzie, którzy tam pracują albo mnie nie rozumieją, albo robią wszystko po swojemu. Nosz kurwa. Czy wygolenie boków i zostawienie góry bez żadnych zmian to taka wielka filozofia? No chyba nie. A zawsze, no kurwa, naprawdę zawsze jak pójdę gdzie indziej, a nie do tego, co to jest tym moim sprawdzonym, to wychodzę średnio zadowolony. Bo pani mi zacznie nożyczkami coś skrobać. Bo mi trochę górę upierdoli. Bo tył mi jakiś taki przydługi zostawi. No kurwa mać.

  Jak jest tu jakiś fryzjer/fryzjerka, to niech mi powie czemu oni (albo i Wy) tak robią?! Mówię konkretnie czego chcę, a i tak jest inaczej... A jak mi przecież zacznie majdać tymi nożyczkami to jej nagle nie powiem - e, pani, gdzie mje z tymi nożyczkami?! - skoro już zaczęła...

  Szkurwamać. 

  Wincyj Kaca: 
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz