środa, 14 września 2016

Książki na Kacu: Disko. #polskiwrzesień

  Dzień dobry. Książkę przeczytałem. Muzykę pod nią słuchałem. To macie i pod posta muzyki trochę (klik).
(sam se zrobiłem zdjęcie)
  Są autorzy, o których słyszy się często. Polecają nam ich znajomi, mówią o nich czołowe polskie media (których i tak nie sprawdzam, przez co pewnie masa ciekawych autorów mogła mi sprzed nosa spierdolić), a i w tych społecznościowych jest o nich głośno. Są też tacy, na których wpada się zupełnie przypadkiem. Ja tak w sumie miałem z Anną Dziewit - Meller, którą jako osobę propagującą czytelnictwo poznałem przez jej wywiad z Maćkiem Dąbrowskim (tym Z Dupy) na jej kanale w jutubach. Jako autorkę poznać dała mi się w wywiadzie (klik) Kai z Do kawy blog (klik). Risercz, który wzbudził ciekawość i przypadek sprawiły, że sięgnąłem po jej debiutancką powieść zatytułowaną Disko, która zanim wpadła w moje dłonie za jedyne szesnaście złotych (no krul książkowych przecen i nie ma, że nie), przeleżała na księgarnianej półce chyba od dnia premiery.

  Na początku poznajemy Pawła Kozioła. Trzydziestolatka (albo coś tam ponad trzydziestolatka), który zostaje nauczycielem tańca w jednej ze śląskich szkół podstawowych. Nikt jednak nie podejrzewa, że ten typ z przeszczepioną skórą na twarzy może mieć dość dziwne fantazje. Nie myśli o tym dyrektorka - przesadnie religijna pani Wąż, ani Magda, wiecznie niedopieszczona [( ͡° ͜ʖ ͡°)] nauczycielka angielskiego, która wkrótce zostaje przykrywką Pawła, a której obiektem westchnień jest Jakub, lider chrześcijańskiej kapeli; ani ksiądz Mirek, który źle się czuje w miejscu, w którym aktualnie znalazło się jego życie, ani nowi podopieczni Kozioła - klasa Vb. No dobra Kac, ale jakie te Pawłowe fantazje? - tak pewnie byś mnie, Czytaczu, zapytał. To ja Ci powiem. Uwaga, skup się. Werblewerblewerblewerblewerble. Kozioł jest pedofilem. Po pierwszej lekcji Paweł ma swoją faworytkę - Agnieszkę. Czemu padło na nią? Bo jest taka najmniej kobieca (jeśli w ogóle można by powiedzieć, że dwunastolatka może być kobieca) jest najmniej rozwinięta (w kontekście takim dojrzałościowym), taka najbardziej dziecięca.

  Paweł jest takim trochę chujem. Taki trochę średnio miły typ, który jednak potrafi się dostosować do sytuacji, bo w rozmowach z panią Wąż sprawia wrażenie bardzo sympatycznego gościa. Gdyby nie jeden mały szkopuł, można by powiedzieć, że Kozioł rozegrał wszystko idealnie - zdobył zaufanie dyrektorki i księdza, przerżnął anglistkę na zapleczu jednej z sal lekcyjnych, co powtarzało się, dzięki czemu w oczach innych ludzi Paweł był w pełni zdrowym facetem. Ponadto wzbudził zazdrość w Jakubie, co dawało mu niemałą satysfakcję, no i najważniejsze - rozkochał w sobie Agnieszkę. Jest moment, kiedy Pawłowi można współczuć, ale to tylko chwila. Chwila, w której wspomina zdarzenie, przez które stał się typem z przeszczepionym fragmentem twarzy i piesełem - rottweilerełem. No i relacje z matką mu się nie układają, ale tu nie ma co współczuć, bo tu akurat sam jest osobą winną.

  Od pierwszych linijek powieści widać, że Anna Dziewit - Meller dobrze robi obraz słowami. Nie skupia się na wszystkich detalach, które otaczają bohaterów, ale mimo to, wszystko da się idealnie odwzorować w wyobraźni. Przynajmniej ja tak mam, choć czasy, w których umieszczona została akcja powieści są mi w sumie obce - bo na podstawie tytułów dwóch płyt i wspomnienia, że to wydawnictwa z tamtego roku, udało mi się ustalić, że to również rok mojego urodzenia - to czułem się w nich świetnie. Tak naprawdę to nic nie było mi obce. To jest magia. Są autorzy, którzy potrafią przenieść czytelnika w zupełnie inne czasy, a czytelnik kompletnie nie czuje tej różnicy. Pani Anna tak umie. No ja biję brawo w tej chwili. Podobnie jest z bohaterami, którzy są niemal namacalni. Za budowanie obrazu dziesięć na dziesięć.

  Anna Dziewit - Meller pokazała światu, że da się napisać powieść o pedofilu, która będzie niesmaczna, a jednocześnie śmieszna. Autorka rzuca kurwami, w bardzo bezpośredni sposób przedstawia stosunek seksualny, no i kurwa, to przecież książka o pedofilu, to musi być przecież niesmacznie. Wszystko to jest jednak doprawione tymi już, wspomnianymi wyżej, genialnymi opisami, a także tym, również wspomnianym, humorem. Książka serio momentami śmieszy, choć pedofilia wcale nie jest śmieszna. Paradoks trochę, conie.

  Suma. Disko to świetny debiut. Może i znajdzie się kilka niedociągnięć, ale to nie są aż tak rażące błędy. Nie wiem czemu, ale autentycznie miałem lekkie ciarki na całym ciele w momencie, gdy kończyłem tę książkę. No serio. Kolejny raz nie rozumiem ocen z Lubimy czytać, ale powoli zaczynam się przyzwyczajać. Poza tym szkoda strzępić ryja. Ja jestem oczarowany i będę polował na inne pozycje podpisane tymi dwoma nazwiskami przedzielonymi poziomą kreską. Ocena:

(źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
    No i ten, przy okazji zapraszam do podłączenia się do akcji #polskiwrzesień, w której razem z innymi blogerami (na razie jest nas tylko trójka, ale to zawsze coś) pokazujemy, że w Polsce też jest masa dobrych pisarzy, autorów, filmowców i ogólnie ludzi sztuki wszelakiej. Szukajcie #polskiwrzesień w mediach społecznościowych, to coś tam od nas znajdziecie.

  Fejsbuki, tłitery:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz