sobota, 1 października 2016

Suma Kaców: #polskiwrzesień 2016 + wakacje.

  Pisałem na tłiterze, że byłem się przejść. Jak wracałem do domu, to powiedziałem sobie, że od razu siadam do pisania podsumowania tak, że o 18 je opublikuję. Usiadłem do pisania teraz - o 19:32. Muzyka - powtórzę się, bo to moje ostatnie dni wakacji, to mogę (klik).
(Photo credit: Ian Sane via Foter.com / CC BY)
  Bez pierdolenia (pierdolenie będzie na końcu) przechodzę do sumowania.

KSIĄŻKI
- We wrześniu przeczytałem siedem książek:
Kasację Remigiusza Mroza, o której więcej pisałem z taką jedną panią pisałem tu (klik);
Szczęśliwą ziemię Orbitowskiego, którą szczerze polecam, oceniłem ją na 7/10;
Disko Anny Dziewit-Meller, o której więcej pisałem tutaj (klik);
Dwanaście słów Kolskiego, której kompletnie nie polecam, 3/10 - tu więcej czemu tak (klik);
Zaginięcie Mroza, o którym pewnie Wy przeczytacie więcej całkiem niedługo;
2586 kroków Pilipiuka, które okazały się bardzo przyjemnym zbiorem opowiadań, 7/10;
Disneyland Stanisława Dygata, o którym więcej napisała Hania z bloga Czymkolwiek (klik), ja oceniłem tę pozycję na 8/10.
Całość to (prawdopodobnie rekordowe) bodajże 2686 stron (choć pewnie się pierdolnąłem w liczeniu).
- Kupiłem chyba osiem książek: Mocne uderzenie Ćwirleja, Między wariatami Mellera, Marcovaldo czyli pory roku w mieście Italo Calvino, Klan czerwonego sorga Mo Yana, Gniew Miłoszewskiego, wspominane już Zaginięcie oraz Disneyland no i rzecz, na którą czekałem, polowałem, a udało się ją wygrzebać mojemu człowiekowi, Dejwowi - Odwrotniaka Małeckiego. Co najlepsze - jedynie za dwie książki dałem więcej niż 10 zł (nie licząc Gniewu razem z przesyłką).

MUZYKA
- Muzycznie również bardzo po polsku. Był uwielbiany przeze mnie ostatnio Piotr Zioła, był Kortez, był O.S.T.R., byli Fisz Emade z Mamutem, którego bardzo nie doceniłem w okolicach premiery, ale się nawróciłem. Do tego świetny producent MVZR, drugi album The Dumplings, nowy mikstejp Białasa, nowy album Legendarnego Afrojaksa. Odświeżyłem sobie drugi album zespołu SOFA, pierwsze solo Bisza (bo niedługo wychodzi drugie), Shadowplay Kartky'ego, obie składanki od Flirtini, EP'kę Rasa i Torta, płyty Organka, Natalii Nykiel. Do tego sprawdziłem Inne city od Palmer Eldricht i Zelig Krzysztofa Zalewskiego. A jak wychodziłem z domu, to na słuchawkach głównie WOSK Taco i druga płyta Zaburzeń - Igły. Moc. Nie wiem kiedy ostatnio słuchałem tak dużo tak różnorodnej polskiej muzyki!
- Muzycznie nie pamiętam co kupiłem, ale nie było tego dużo. Chyba tylko Bush Snoop Dogga.

INTERNETY
- Największy kacowy, a właściwie kacowo-kawowy rozpierdol września 2016 to recenzja Kasacji Remigiusza Mroza (klik). Rzecz, która stała się również najpopularniejszym postem na moim blogu. Drugie miejsce we wrześniu należy do moich dywagacji na temat czytania lektur (klik).
- Najbardziej w pamięci zapadł mi tekst Magdy z Emplace - o ten (klik).
- Wirtualna pjontka dla Hani (klik) i Moniki (klik), które ładniutko podłączyły się do mojej akcji #polskiwrzesień.

SUMA SUMY

Ten wrzesień był wyjątkowy. Kurewsko wyjątkowy. To pierwszy taki wrzesień w moim życiu. Pierwszy raz postanowiłem sobie czytać i słuchać wyłącznie polskie rzeczy. Wiadomo, że zdarzały się muzyczne wyjątki, ale to takie pojedyncze, bez dłuższych zapętleń. Książkowo spotkał mnie jeden jedyny, niewielki zawód, przez który miałem tydzień czytelniczo wyjęty z życia, co trochę popsuło mi statystykę, choć i tak nie było źle. W październik wchodzę mocno usatysfakcjonowany. Ze wspominaną w tym tekście Hanią postanowiliśmy, że wrzesień 2017 również poświęcamy na polską kulturę, tylko bardziej to dopracujemy, bo w tym roku była to akcja mocno spontaniczna.

   Z racji, że jutro jest ostatni dzień moich studenckich wakacji jeszcze na szybko je podsumuję:
- Przez ten czas przeczytałem bodajże 24 książki - w przeliczeniu 7077 stron (jeśli się nie jebłem podczas dodawania). Z jednej strony wydaje mi się ta liczba w chuj wielka jak na trzy i pół miesiąca, a z drugiej mam świadomość, że mógłbym czytać znacznie więcej niż około 68 stron dziennie.
- Przed wakacjami miałem jedno postanowienie - przeczytać co najmniej jedną, pierwszą cześć Harrego Pottera. Niestety nie wyszło, ale ja to nadrobię, bo sobie obiecałem, że to zrobię, także może do końca tego roku się za niego wezmę.

RZECZ, KTÓREJ NA KACU NIE BYŁO I MIAŁO NIE BYĆ - PLANY NA PAŹDZIERNIK

  Jestem z tych ludzi, którzy nic nie planują, bo rzadko im to wychodzi, ale dobra.

  Do październikowych muszę czytnąć wrzucam: Ślady Małeckiego (które odbieram w poniedziałek z paczkomatu i już możecie oczekiwać recenzji), Rewizję Mroza (i jak uda mi się zdobyć to Immunitet - tu też czekajcie na recenzje), Ziarno prawdy Miłoszewskiego i może coś Houellebecq'a, bo dwie pozycje czekają na półce od kilku miesięcy.

  Za jakieś trzydzieści dni zweryfikujemy moje plany. Zobaczymy, czy ma to sens.

  Tyle. 

  Więcej Kacówy:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz