wtorek, 11 listopada 2014

Krótko o piciu i niepiciu.

  Hejka (kurwa, jakie to było pedalskie)! Nie, nie było tego. No cześć. Tak jest lepiej, zdecydowanie. Zrobiłem sobie wiśniowy kisiel w moim wygranym podczas rekolekcji, jakieś 10-12 lat temu, kubku. Jest spoko. W tle leci mi nowy 2sty (link do całej płyty i chyba mój ulubiony numer na czele).
(źródło zdjęcia oryginalnego: filmgarb.com)
  Ostatnio zauważyłem, że mój instagram (#instaboy #yolo) wygląda jak profil osoby, która dość często pije. I w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że ostatnio od jakiegoś czasu nie piłem. Znaczy wiadomo, strzelę sobie browara, częściej nawet jakiegoś regionalnego, jedną butelkę wieczorkiem i to by było na tyle. Ostatni raz najebałem się w połowie sierpnia roku bieżącego. Od tego czasu nic.  Do zeszłego czwartku, tego sprzed dwóch tygodni, z czym nie czuję się jakoś świetnie. No i tak sobie myślę, że przypadkowa osoba przeglądająca mojego instagrama (#polishboy #beerstagram) stwierdzi, że chleję dzień w dzień - 5 ostatnich postów to 3 piwa, foto z klubu i zdjęcie zza kierownicy mojej Czarnej Strzały. To ostatnie jest kluczowe, ostatnio na imprezy jeżdżę samochodem. Jakoś prowadzenie fury sprawia mi więcej frajdy niż picie, serio. Chyba zacząłem dorastać. Albo tak mi się wydaje. Dawniej nie było miesiąca żebym nie schlał mordy minimum w 2-3 weekendy, do tego dorzucając kilka piw raz w tygodniu. Od połowy sierpnia kilka piw to ja piłem łącznie w miesiącu, a nie zdziwiłbym się gdyby zdarzył się jakiś, w którym nie wypiłem żadnego. Takie buty (#sneakerhead).

  Najebany wieczór + słabe samopoczucie od tego czasu + najebany trip na uczelnię + prawiezaśnięciewautobusie = ? No właśnie, czemu to się równa? Chujowej alko-formie po przerwie czy może raczej zmęczeniem materiału? Albo wspomnianym już wejściem w dorosłość? Matka mi zawsze mówiła, że robienie sobie przerw od picia nie ma negatywnych skutków w postaci chociażby szybszego napierdolenia się czy tam kaca giganta następnego dnia. Jakoś nigdy mi się w to wierzyć nie chciało, bo sam po sobie czułem, że jak nie pochleję dłużej to się szybciej napierdolę na najbliższym party (kieeeeerwa, jaki ja #americanboy). Wniosek jest prosty - nie zawsze warto słuchać matki, uświadom to sobie zią/dziewczyno i słuchaj, znaczy czytaj, tylko mnie! 

  W ten tamten czwartek, kiedy to się napierdoliłem, ogarnąłem, że zasada białych skarpetek (tu se kliknij jak nie wiesz o co chodzi) przestała działać. Wyszedłem w zielonych skarpetkach - wróciłem chyba też w zielonych skarpetkach, ale jak to już nie pamiętam...

  No i w sumie to nie wiem czemu nie piję - powodów jest mnóstwo, a ja nie mogę się zdecydować na to, że akurat ten jeden przeważył wszystko. No cóż, nie ważne. Ważne jest to, że nie jest mi z tym źle, serio serio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz