sobota, 14 czerwca 2014

Białe skarpetki.

 Trochę rasistowskie podejście ale kolor jednak ma znaczenie. Zwłaszcza jeśli chodzi o kolor skarpetek, przynajmniej w moim przypadku. Youtube'owy odsłuch nowego Kuby Knapa na głośnikach bo klasycznie nie ogarnąłem hajsu żeby opłacić pre-order.
(źródło zdjęcia oryginalnego: ifc.com)
 Skończyłem semestr, w indeksie jest pięknie, wszystko zaliczone, tylko 2 okienka wypełnione oceną poniżej 4.0, teraz czekam na egzaminy. Trze'a to oblać? No a jak. Studiuj mordo humanistyczny kierunek to będziesz chlał z dziewczynami – ale czy mi to przeszkadza? Wręcz przeciwnie. Więc zaczynamy czwartek. Pierwszy uraz zaczyna się na biforze, przy „odpowietrzaniu” flaszki obiłem sobie łokieć. Klasa. Jimmy Fallon znów był grany, tym razem solo i z Miszel Obamą. Wódka się skończyła, idziemy w tango, albo coś tam podobnego, jakieś dżajfy czy inne makareny.

 Wbitka do klubu, flaszka co to była do loży rozeszła się w 15 minut maks. Tutaj uraz łokcia się pogłębił, mocno bordowy siniak na drugi dzień potwierdza i pozdrawia patrząc z ukosa, bez uśmiechu. Kolejne urazy to kwestia czasu. Odchyły dziewczyn w stylu Patrick'a Swayze'ego zagwarantowały mi ból ramienia a jednej, najbardziej wiercącej się, tej, która miała największe problemy z zaufaniem mi, bliższe spotkanie z parkietem (wybacz). Dobrze, że przy „kroku” na pokutnika a.k.a.”na kolanach do Częstochowy” nie ucierpiały moje zielone chinosy. Miały miejsce też klasyczne „najebane propsy”*, tym razem głównym odbiorcą był jeden z lokalnych tatuażystów, dowiedział się, że moim zdaniem jego dzieła są najbardziej „prawdziwe”**, pozdrawiam serdecznie, widzimy się jak hajs się będzie zgadzał. Stukanie się butelką ze wszystkimi przebijało wszystko, od uderzania o własny telefon, który oddawał mi kumpel, po ubicie ujścia butelki kumpeli. Czyli kolejny uraz, kolejny nie mój, bo browara ze szkłem nie ja piłem. Jakieś piwka, darmowe drinki, brudne densy i to by było na tyle.

 A później się zwinęliśmy na mieszkanie, spanie na materacu nie jest najlepszym doznaniem w moim życiu, jest jednym z gorszych. Początek spoko, serio. Przez noc z materaca niestety uszło powietrze i obudziłem się praktycznie na podłodze, oddzielał mnie od niej tylko materiał z którego materac został wykonany. Mamy kolejny uraz, tym razem poranny, kurewski ból pleców, cudownie. Do tego doszedł ból prawego pośladka i prawego uda – nie pamiętam skąd. Prysznic, gorąca herbata, ogarnianie życia, spojrzenie w lustro – JA PIERDOLE. Pierwszy raz w przeciągu prawie 21 lat miałem praktycznie całe czerwone gałki oczne, żyła na żyle żyłę żyłą pożyla, czy coś w tym stylu. W piątek rano musieliśmy jeszcze skoczyć po ostatni wpis do indeksu, po drodze na uczelnie wydałem 3 złote i 80 groszy na Pałerejda***, pomarańczowego uściślając. Szkoda, że jest go tak mało. Pet na dziedzińcu uczelni, spotkanie z kilkoma osobami z zeszłej nocy, czuję się genialnie, za wyjątkiem tego, że mnie suszy, lekko boli głowa i cała reszta tego co wypisałem już wyżej. Dowiedziałem się kilku rzeczy, o których nie miałem pojęcia (m.in. stukanie na linii butelka - telefon). Pośmialiśmy się, poszedłem po wpis, Pani doktor stwierdziła, że jednak dożyłem tego piątku na co ja, że ledwo, dostałem 3.0, podziękowałem i pożegnałem się. Wróciłem do domu, poszedłem spać, i oglądałem Mistrzostwa Świata. Nawet nie jest mi smutno, że Hiszpania zjebała mi kupon, nawet lekko się uśmiechnąłem z racji, że Holandia rozjebała ich aż taką różnicą bramek.

 Ale o co chodzi ze skarpetkami Panie Kac Killer? Otóż doszedłem do wniosku, że to, z jakimi skutkami wchodzi mi alkohol zależy od koloru moich skarpetek. Zawsze jak mam skarpetki w jakimś konkretnym kolorze typu niebieski, zielony, czerwony, limonkowy czy turkusowy, piję ile wlezie a nie mam jakiejś strasznej bomby. Co więcej, wszystko pamiętam. W czwartek miałem białe, a białe to zło, zło największe, odpierdalanie, luki w pamięci a czasem nawet gorzej. Przeglądając zdjęcia z czwartkowo-piątkowej-wieczoro-nocy stwierdziłem, że nie mam się czego wstydzić. Dobrze pochlałem, poodwalało mi trochę, mam dystans do siebie i tego co robię, zwłaszcza po alkoholu, więc niczym się nie przejmuje, nawet jak odjebałem coś strasznego (a miejmy nadzieję, że tak nie było).

* "najebane propsy" to taki mój poalkoholowy klasyk, propsuje ludzi, których znam słabo albo w ogóle osobiście ich nie znam, ale słyszałem/widziałem ich "dzieła", muzyków, fotografów, artystów wszystkich dziedzin
** mówiłem "prawdziwe" bo wyleciało mi ze łba słowo "realistyczne"
*** żaden product placement, po prostu jestem zdania, że izotoniki pokroju Pałerejda to dobra opcja jak suszy, chociaż wolę te mniej fejmowe bo mają większe butelki i są tańsze a smak i działanie to samo

1 komentarz:

  1. "Otóż doszedłem do wniosku, że to, z jakimi skutkami wchodzi mi alkohol zależy od koloru moich skarpetek. " Jesteś moim mistrzem :P humor z rana poprawiony, najlepszy na kaca jest Kac heheh :)

    OdpowiedzUsuń