poniedziałek, 30 stycznia 2017

Pięć kroków do lepszego życia.

   Przyznam, że całkiem przyjemny ten styczeń mamy, choć w dupę zimno i pokochałem kalesony. Muzyka (klik).
(Photo credit: bec.w via Foter.com / CC BY-NC)
   Miesiąc temu moja blogokoleżanka - Magda W. - napisała posta o organizacji czasu, życia, wszystkiego, a tak naprawdę to o tym, że wszelkie poradniki, kołczingi i motywatory to zmora naszych czasów (tu ten post macie - klik). I ja to zdanie trochę podzielam, ale nosiłem się od jakiegoś czasu z zamiarem napisania własnego (anty)poradnika. Takiego krótkiego. Kilka punktów, proste słowa, kilka zdań, proste życie. Bo o to chyba tu chodzi, nie? Żeby żyć dobrze, przyjemnie, bezstresowo i najlepiej jak się da. No i ja to będę pisał wszystko na własnym przykładzie, bo ja tak żyję i jest mi całkiem nieźle, więc może i ktoś inny skorzysta i będzie żył jak ja, samozwańczy król życia? Lećmy więc!

   A, i to jest jedna z tych niespodzianek, o których pisałem w podsumowaniu grudnia.

1. ŚPIJ

Pisałem wyżej, że będzie prosto, to jest, kurwa mać, prosto. Sen jest jedną z najlepszych rzeczy, jakich w życiu możemy doświadczać, między innymi przez to, że nigdy nie wiemy co nam się w nocy przytrafi. Sen relaksuje, podczas snu odpoczywamy, sen jest super. Śpij w opór, zwłaszcza jak nic nie musisz. Łikendy przeznaczaj na sen, dni "robocze" też. Nie wstawaj trzy godziny wcześniej, bo to nie ma sensu. Rozumiem, że musisz się wybudzić, zjeść coś, zażyć jakieś lekarstwa być może, wypalić szluga, wypić kawkje, przygotować drugie śniadanie, przysiąść na klopie na dwójeczkę, zrobić jakiś mejkap czy coś tam i chuj wie co jeszcze. I ja w zasadzie większość z tych rzeczy również zrobić rano muszę. Wstaję najwcześniej godzinę przed wyjściem z domu, zazwyczaj mniej niż godzinę, bo szkoda mi marnować czas na inne rzeczy niż spanie. Zwlekam się z wyra, idę się odlać, założyć szkła kontaktowe, zjeść coś, ubrać się, łyknąć garść pozytywnej energii i przepić to wodą, umyć zęby, dorzucić do pieca, no i przysiąść na białym kumplu. I wychodzę z domu nie wcześniej niż dziesięć minut przed autobusem, choć zazwyczaj jest to mniej minut niż dziesięć i lecę jak pojeb na ten środek transportu, który do mojej wiochy przyjeżdża raz na czterdzieści minut. A jak się spóźnię, to się zdrowotnie przejdę kilka kilometrów na mrozie albo wrócę do domu i pojadę następnym. Przy wszystkim zero stresu, no bo czym tu się stresować? Spóźnieniem na zajęcia? No bez jaj, kuuuurwa...

2. WYPIERDOL KALENDARZ

Wszyscy motywatorzy twierdzą, że planowanie życia to najważniejsza rzecz na świecie. Ja uważam, że nie, ale ja nie jestem żadnym motywatorem, więc no. Masz kalendarz? Wypierdol go. Albo nie, nie wypierdalaj, bo tam możesz zapisywać luźne myśli, ale jeśli chcesz planować sobie życie, to nie planuj go w kalendarzu. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, erę smartfonów i wszędobylskiej elektroniki. Wszystko planuj w telefonie. I powiedzmy sobie szczerze - jesteś leniem, bo nikt inny nie klika w takie posty. Nie próbuj tego zmieniać, bo i tak nic z tego Ci nie wyjdzie. Zapisujesz sobie w kalendarzu, że masz zrobić projekt, napisać wypracowanie, nauczyć się na egzamin? Wrzuć to w telefon i ustaw powiadomienie najwcześniej na dwadzieścia cztery godziny przed oddaniem projektu, wypracowania, czy egzaminem. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej myśli i pracuje się w ostatniej chwili, więc dzień przed terminem złożenia pracy, to najlepszy moment na rozpoczęcie prac nad nią (chyba że to jakiś grubszy projekt, to góra trzy dni przed), czy robienie ściąg przed ważnym testem (robienie ściąg to jedna z najlepszych form nauki, bo przecież zapisujesz na nich tylko najistotniejsze rzeczy, tym samym je zapamiętując).

3. NIE ZAMYKAJ SIĘ W KLATCE

Byłeś kiedyś w zoo, Czytaczu? Ja byłem. I widziałem, że te zwierzaki nie są tam zbyt szczęśliwe. Brakuje im iskry w oku i ochoty do życia. To pewnie przez to, że są trzymane za kratą na ograniczonej przestrzeni. Tak samo może czuć się człowiek, który ustali sobie sztywne ramy działania i rozplanuje cały żywot co do godziny. Spontaniczność jest spoko. Popatrz - ze spontaniczności wykreśl człon "-ntaniczność" i dorzuć "-ko". To prawie to samo! To kolejny powód, dla którego powinno się kalendarz wyjebać w kosz/używać go w innych celach! Decyzje podejmowane spontaniczne mogą być najlepszymi w Twoim życiu. Ja tak postanowiłem pisać bloga i co? I się cieszę, bo to była dobra opcja.

4. WEŹ SIĘ NIE PRZEJMUJ I NIE NARZEKAJ

Ale co ja tu mam rozwijać, skoro to jest proste i logiczne? Taki jeden mądry raper nawinął kiedyś, że "jeśli problem nie ma rozwiązania to nie ma problemu" i ja się z tym zgodzę. dodam tylko od siebie, że jeśli problem ma rozwiązanie, to nie jest problemem. Spierdoliłeś egzamin? Będzie kolejny termin. Albo warunek. Albo zaczniesz studia od nowa. Albo ten kierunek jednak nie jest dla Ciebie. Stosuj się do tych opcji z problemami, które wypisałem wyżej, a jak nie pomogą, to w ostateczności (ale takiej ostatecznej ostateczności) możesz pomyśleć, że w Afryce ludzie głodują, gdzieś na świecie jest ktoś, kto może nie dożyć jutra, dzieci Josefa Fritzla mają traumę do końca życia, a uchodźcy spierdolili z Tarnowa, bo doszli do wniosku, że już lepiej było w Syrii. Więc w sumie to Ty nie masz tak źle jak inni.

5. NIE CZYTAJ CUDZYCH POSTÓW MOTYWACYJNYCH

Prawda jest taka, że jeśli szukasz motywacji u innych, to coś z Tobą jest nie tak. Studiujesz, a nie potrafisz znaleźć sensu studiowania na swoim kierunku? Popierdol go, idź na inny. Dana praca nie daje Ci satysfakcji i idziesz do niej jak na ścięcie? Pierdol ją, szukaj innej. Jesteś z facetem, który może i jest przystojny, ale odstaje od Ciebie intelektualnie? Nie, nie pierdol go. No dobra, może ostatni raz, ale po tym go rzuć w pizdu, wyjdź do ludzi i wypatruj lepszego. Jeśli coś Cię nie cieszy, to nie próbuj tego zmieniać na siłę, bo tak się nie da. Nie pomogą Ci w tym też cudze słowa, mimo że przeczytał na temat motywacji kilkanaście książek, brał udział w wykładach światowych sław kołczingu, czy przystawi Ci lufę do skroni - nic nie zmieni tego, że dana rzecz Cię nie cieszy. To tak samo jak z jedzeniem czy muzyką - jeśli bigos Ci nie smakuje, a pod disco polo nie tupiesz nózią, to bigosu nie jesz, a disco polo nie słuchasz, zwłaszcza jednocześnie.

   Jeśli ktoś się zastosuje do moich rad i mu pomogą, to spoko, ucieszę się, choć wątpię, by ktokolwiek moje śmieszkowanie wziął do siebie i spróbował żyć jak ja. Jeśli jednak komuś mój sposób na dezorganizację życia naprawdę pomoże i chce mi podziękować, to niech odezwie się na mejla albo w wiadomości prywatnej na fp - podrzucę numer konta.

   No, to cześć.

  Soszal midja:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz