poniedziałek, 9 stycznia 2017

Książki na Kacu: Opowieść o rzeczywistym człowieku.

  Leci dziewiąty dzień nowego roku, a ja złamałem dopiero jedno z moich pseudopostanowień na 2017. Jest nieźle. Muzyka (klik).
(Kac fotopstryking)
  W podsumowaniu grudnia napisałem, że w styczniu ukaże się jedna recenzje, więc słowa dotrzymuję i lecimy z pierwszym książkowym postem w nowym roku. Na pierwszy ogień pójdzie książka, którą zamykałem 2016, czyli Opowieść o rzeczywistym człowieku Vilikovskiego.

  Bohaterem Opowieści... jest najzwyklejszy czterdziestolatek - mąż, ojciec, pracownik, socjalista, człowiek naiwny. Na swoje czterdzieste urodziny od syna - Zdena - dostaje dziennik, a od żony - Edity - pióro. Postanawia prowadzić zapiski ze swojego życia, które w przyszłości, być może, przeczyta jego jedyny potomek. Początkowo nie pisze o niczym konkretnym - o pracy, awansie, o planowanym zakupie samochodu, który próbuje wymusić na nim żona, a ułatwić ma mu to szef. Proza życia codziennego. Słowem - nuda. Wszystko zmienia się po firmowym oblewaniu czterdziestki bohatera Opowieści..., podczas której to między solenizantem, a tajemniczą V. dochodzi do, wydawałoby się, niewinnego zbliżenia.

  Forma książki - dziennik - to dla mnie coś, za czym średnio przepadam. Vilikovsky napisał Opowieść o rzeczywistym człowieku tak dobrze, że sposób, w jaki pozycja ta została napisana, kompletnie mi nie przeszkadzał. Dużą zaletą tej formy jest to, że bohaterów poznajemy dużo lepiej, niż w przypadku powieści, bo zagłębiając się w cudzy diariusz naruszamy prywatność danego człowieka. W tym przypadku człowieka rzeczywistego. Człowieka, który niewątpliwie czuje ból, do czego odnosi się cytat Gombrowicza zamieszczony zaraz za stroną tytułową, niejako kluczowy dla całej Opowieści. Bo bohater - jak już wspomniałem - jest osobą naiwną, która niekiedy ponosi konsekwencje swojego zbyt frajerskiego zachowania. Snuje on marzenia, których spełnienie graniczy z cudem, choć wydają mu się one rzeczywiste. No bo skoro kobieta, z którą w tajemnicy się spotyka, wydaje się być chętna na pogłębianie znajomości, to czemu coś miałoby nie wyjść? No bo skoro szef obiecał, że pomoże załatwić samochód, to czemu miałby tego samochodu nie zdobyć? No wszystko wydaje się takie proste. A, niestety, nie jest. Bo bohater Opowieści... to człowiek trochę zniewolony, trybik w socjalistycznej maszynie zamknięty w biurze, a po godzinach pracy w przydzielonym przez pracodawcę mieszkaniu z synem-buntownikiem i żoną, z którą wszystkie zbliżenia odbywają się mechanicznie i według ustalonego harmonogramu. Pozornym urozmaiceniem i poczuciem wolności mogą być dla czterdziestolatka wyjścia ze znajomymi z pracy. Klatka. Zamknięta na kluczyk. A kluczyk gdzieś zaginął.

  Pierwsze spotkanie z Opowieścią o rzeczywistym człowieku, pierwsze przeczytane słowa, to było dla mnie wkurwienie. No bo jak w książce po korekcie może znaleźć się data "20 styczeń"? No jak? I każda inna jest w takiej samej formie. Dalej trafiamy na "se" zamiast "sobie", "tą" zamiast "tę" i kilka innych błędów. Od pierwszej strony widać, że był to zabieg, który ukazuje prosty, trochę chłopski, język autora dziennika. Mnie to trochę razi, bo jestem wyczulony na takie błędy i w internecie od lat Grammar nazi reprezentant (któremu również zdarza się błędy popełniać), ale starałem się w Opowieści... na te "błędy" przymykać oko, bo jednak one oddają prawdziwość bohatera, czterdziestolatka, zwykłego, rzeczywistego człowieka.

  Opowieść o rzeczywistym człowieku ma swoje plusy, ma też nieliczne minusy. Książką wybitną nazwać jej nie można. Pozycją, którą czyta się przyjemnie - jak najbardziej. To taka książka, z którą można zakopać się w łóżku w zimowy wieczór i w ten jeden wieczór ją pochłonąć w całości i na raz, z przerwami na parzenie kolejnych herbat. Zdecydowanie uważam ją za przyjemny akcent na zakończenie minionego roku i wielki plus mojego braku pohamowania w czarny piątek (kiedy to zamówiłem cztery książki z Książkowych Klimatów). Ocena:
(źródło zdjęcia oryginalnego: nexusmods.com)
  No, i tyle. Nara.

  Więcej Kacowych rzeczy:
https://facebook.com/kackiller
https://twitter.com/kackiller0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz