poniedziałek, 12 maja 2014

Mucha na oknie.

 Nie robię dziś nic konstruktywnego więc sobie coś napiszę. Mac Miller na głośnikach (tak, to poniekąd od Niego wzięło się moje blogspotowe alter ego).
(Photo credit: WhitA via Foter.com / CC BY)
  Kilka tygodni temu, po latach, postanowiłem, że przejdę wreszcie którąś grę z serii GTA. Jako, że tak konkretniej w życiu grałem tylko w 1 i 2 stwierdziłem, że wezmę się za coś lepszego - Vice City, poszło w tydzień, świetnie. Czas na San Andreas. Męczę się (ta, to dobre określenie) od jakichś dwóch tygodni, nawet nie wiem czy jestem w połowie, mniejsza z tym, ważne jest to, że gram w grę, nie jakoś non stop, tylko wtedy kiedy najdzie mnie ochota. Dziś mnie naszła, jakoś tak popołudniu, odpaliłem sobie na chwilę żeby przejść kilka misji. Gram w grę aż tu nagle...

 Znacie to uczucie kiedy jesteście na czymś tak zajebiście skupieni a nagle ktoś/coś zacznie Wam przeszkadzać? No właśnie, mucha, owad, skurwiel, szatańskie stworzenie, małe bzyczące chujwieco. KURWA. Siedzi pod żaluzjami i mi się tu obija raz o okno, raz o aluminiową listewkę. I tak na zmianę. I do tego bzyczy, bzyka, pobzykuje. Nawet pomykając przez skrzyżowania San Fierro w rytm mojej playlisty z GTA ten owad mnie lekko denerwuje, mimo że mógłbym o nim zapomnieć, na chwilę, nie, nie da się, stwór zwycięża. No nic, muszę zapauzować, wstać i iść po łapkę/klapkę/czy jak to inni jeszcze zwą na muchy. Żółta packa (o, kolejna nazwa – ciekawe, że taki zwykły przyrząd ma tyle nazw) działa na mnie jak miecz, taki Excalibur, tylko, że ja nie musiałem wyjmować jej z głazu a zdjąć z lodówki, taka tam subtelna różnica.

 Po chwili walki z muchą i wymachiwaniu moim żółtym Excaliburem mucha została zwyciężona, albo nie, jeszcze żyła. Ostatecznie dostała strzała na plecy (owady mają plecy?) i rozpłaszczyła się na jednej z aluminiowych listewek żaluzji. Giń szmato, żadne gloria victis, nic w życiu nie osiągnęłaś dobrego dla ludzkości. Teraz tak spoglądam na jej zwłoki i zastanawiam się czy to aby na pewno mucha. Skrzydła niby ma ale na muchę to to to za szczupłe jest chyba, chyba, że to jakaś mucha anorektyczka. I jakieś takie barwą nie odpowiednie, taki zielony metalic, odcień z ciemnego Opla Astra, rocznik 97. Nie ważne, owad zginął, ja mogę spokojnie wrócić do gry. Tylko kto go teraz zeskrobie z mojej żaluzji?*

*tak na serio to już go tam nie ma, zeskrobałem przed chwilą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz